|
KLISZA XVIII – UMIERA RYBA Zbigniew Wojciechowicz ryba psuje się od ryby od bliskiego obcowania ze śmiercią ocierania się łuskami o umieranie płetwa w płetwę w rybim milczeniu i rybim patrzeniu zdziwionym w niebo bez mrugnięcia powiek w próbach wtulenia się skrzelami w powietrze ryba umiera powoli KLISZA XIX – UMIERA CZŁOWIEK Zbigniew Wojciechowicz jak mam odejść by nie poruszyć firanek by ślad żaden po mnie jak mam odejść stopami hermesa lekko i nad piaskiem cicho nim zgaśnie słońce a może z muzyką orkiestrą dętą z fanfarami jerycha przeciąć uroczyście wstęgę tęczy i powiedzieć: dokonało się a może jeszcze inaczej o świcie wraz ze skowronkiem kończyć gdy wszystko się zaczyna odchodzić przez trawy wśród szlochania wierzb i modlitw mniszków a pewnie będzie zwyczajnie przy kolejnej herbacie czy książce nad kalendarzem na przyszły rok bez zbędnych słów i gestów |