Taniec Złości
Zofia Staniszewska

- Ale nudno! – westchnął wąż Ziutek i wygodniej ułożył się w łóżku.
W lecznicy leżał już drugi miesiąc. Nie wszystkie węże podczas linienia, gdy zrzucają skórę, trafiają do lecznicy. Ale Ziutkowa skóra – nakrapiana w brązowe ciapki - choć zrobiła się matowa i swędząca, sama nie chciała zejść. A pod spodem rosła już druga w piękne zielone kropki. Ziutek leżał więc zabandażowany po czubek nosa i ziewał. Mógł co prawda czołgać się po pokoju, ale co to za rozrywka. A najgorsze było to, że nawet pani doktor nie wiedziała dokładnie, jak długo potrwa zmiana skóry. Okropność – tak samemu leżeć w ciszy. Ale zaraz, zaraz – do uszy Ziutka dobiegł podejrzany hałas:
- Hopla, hop! – i jasnozielona żaba wskoczyła przez otwarte okno wprost na nocną szafkę. Poprawiła okulary na nosie i wlepiła wypukłe oczy w Ziutka. – O raju! Wyglądasz jak mumia węża! – i roześmiała się wesoło, zaraźliwie.
- Nie jestem żadną mumią, to tylko bandaż – obruszył się Ziutek. – A do lecznicy dobrze wychowane damy wskakują drzwiami, nie oknem.
- Phi, nie jestem dobrze wychowaną damą – gość zeskoczył na podłogę - jestem żaba Julka.
- Fakt, nie jesteś damą. Damy nie miewają takich brzydkich brodawek na plecach i nie mają wypukłych oczu.
- Widzę, że jesteś zły.
- Wcale nie jestem zły! – zasyczał Ziutek.
- Dlaczego na mnie krzyczysz? – zdziwiła się Julka.
- Wcale nie krzyczę, ja tylko sobie syczę trochę głośniej – odburknął z naburmuszoną miną. – Wiem, że to niedobrze się złościć, a ja jestem zawsze grzeczny.
- Jak sobie chcesz. O, jaki fajny samochód! – żaba dostrzegła lśniącą wyścigówkę, stojącą na chodniku. – Mogę się pobawić?
- Mowy nie ma! Nikomu nie pożyczam mojej wyścigówki. Jest bardzo droga i mogłabyś ją popsuć. A poza tym żaby i tak nie potrafią się bawić samochodami.
- No tak – Julce zrobiło się przykro. – A kto tu jeszcze leży? – wskazała na dwa puste łóżka, stojące pod ścianą.
- Jędrek i Kajtek. Jak zwykle poszli do świetlicy, a ja muszę tu leżeć sam. I tak zresztą się do nich nie odzywam.
- Nie odzywasz się? Dlaczego?
- A... bo gadają, że jestem niekoleżeński, ale tak naprawdę to oni są okropni.
- Aha, chyba rozumiem – żaba pogrzebała chwilę w kieszeniach czerwonej sukienki i wyciągnęła farbki. – Zobacz, co wzięłam ze sobą. Może coś namalujemy?
- Czy nie widzisz, niemądry płazie, że jestem zabandażowany? – brązowa głowa Ziutka aż zrobiła się żółta ze wzburzenia. – Nie mogę malować! Żaba podeszła bliżej do węża i zaczęła go uważnie oglądać ze wszystkich stron.
- Ho, ho! – mruknęła po chwili tonem naukowca. – Co ja tu widzę?
- Co widzisz? – wąż trochę się zaniepokoił.
- Złość. Wielką, gotującą się Złość. Może moje oczy są wypukłe, ale widzę nimi na wylot: wszystko to, co zwierzęta mają w środku.
- Co?! Nie wierzę!
Gdy jednak żaba z mądrą miną kiwała nad nim głową, Ziutek czuł się coraz bardziej niepewnie.
- Naprawdę potrafisz zobaczyć, co jest wewnątrz mnie?
- Tak. Właśnie dostrzegłam jedno wielkie nieszczęście. To znaczy ogromną, rozłoszczoną Złość. Urosła już tak bardzo, że cała się w tobie dusi, a ty nie pozwalasz jej nawet nosa wyściubić.
- To co mam robić? – Ziutek przestraszył się nie na żarty.
- Wypuść ją z siebie.
- Ale jak?
- Nie wiem. To twoja Złość.
- Hm, hm... A gdybyś tak namalowała ją na moim bandażu? Wtedy mógłbym się jej przyjrzeć.
- Super! – ucieszyła się Julka i zaraz wyciągnęła pędzel.
Z zapałem zabrała się do pracy i po chwili malunek był gotowy. Oj, Złość Ziutka wcale nie była ładna: cała poskręcana w supełki, w fioletowe pasy, z czerwonym nabrzmiałym pyskiem.
- I co? Już? – dopytywał się niecierpliwie pacjent.
- Chwileczkę – Julka machnęła pędzlem, domalowując Złości spore usta, które natychmiast wykrzywiły się w niesmacznym grymasie, wydając z siebie bojowy okrzyk:
Ła, łaa!
Rysunek zaczął podskakiwać, podrygiwać, warczeć i stroić tak straszliwe miny, że żaba aż przymknęła oczy z przestrachu. Ale nie Ziutek. O, nie! Ten uśmiechnął się do wyswobodzonej w końcu Złości i zaczął robić takie same przerażające grymasy. A gdy Złość z bandaża zaczęła podskakiwać w rytm dzikiej melodii, Ziutek z miejsca się przyłączył i razem zatańczyli wojenny taniec:
- Ła, ła, ale jestem zła! – wydzierała się Złość.
- Hy, hy, ale jestem zły! – wtórował jej pełznąc na brzuchu wąż, wyginając swe długie ciało w akrobatycznych wygibasach.
- Hopla, hola, ale jestem wesoła! – wyśpiewywała żaba, przytupując na cieniutkich nogach.
I rzeczywiście cieszyła się, bo Złość całkiem wyszła z Ziutka, wykrzyczała się, wyśpiewała, wytańczyła i teraz zmęczona zaczęła zasypiać. A gdy tak drzemała, stawała się coraz mniejsza, mniejsza, aż w końcu ledwo co z niej zostało. Ociupinka. Kruszynka. Zupełnie nieszkodliwa.
- Ojć, zasapałam się – stęknęła Julka i usiadła tak nieszczęśliwie, że prosto na lśniącą wyścigówkę. – O, raju, przepraszam!
- Eee, nie szkodzi – Ziutek się uśmiechnął – ten samochód jest super wytrzymały. Dziesięć takich żab by wytrzymał. I... to ja cię przepraszam.
- Za to, że się rozłościłeś?
- Nie, za to, że wcześniej byłem niemiły dla ciebie.
- Ja się już nie gniewam, tańczący wężu – roześmiała się żaba.
Wtedy do pokoju po cichu wślizgnęły się dwie małe jaszczurki.
- O, Kajtek i Jędrek! – ucieszył się Ziutek i uśmiechnął szeroko: pierwszy raz od wielu dni. – Chcecie się pobawić moim samochodem?
Julka poczekała, aż umilkły zachwycone okrzyki Kajtka i Jędrka, rzuciła krótkie „Cześć” i wyskoczyła przez otwarte okno wprost na trawnik przed lecznicą. Spokojnie wracała do domu. Wiedziała, że wąż, gdy znowu wpadnie w zły humor, będzie umiał już wypuścić swoją Złość na zewnątrz w taki sposób, żeby nikomu nie zrobiła przykrości.


11 kwietnia 2008 utwór został wyróżniony w konkursie na bajkę terapeutyczną pt.: "BAJKI - POMAGAJKI".