Naprawdę kiedyś wierzyłem w te obietnice. Szukałem kodów do pirackich programów i zdarzało mi się to cały czas. – Skąd wiedzą, że nie mam gdzie go włożyć? Reprezentanci kobiet dostępnych przez 24 godziny na dobę, które na mnie czekają miotając się po prześwietlonych łóżkach, nawijając sobie na wilgotne palce kabel łączący słuchawkę z różowym telefonem po 70 fenigów za minutę. Już nie mogą wytrzymać. Czekają na tego kogoś, na męża opatrznościowego, który stanie w drzwiach, jak Conan Deflorator czy Spermen lub Buttman (a najlepiej jak ja nimi wszystkimi na raz stanę) i wszystko potoczy się tak szybko i sprawnie - w końcu to Niemcy. Przypominam sobie całe ich tabuny, wysyłane mailem prosto do mojej skrzynki, są nawet podobno w moim mieście. 66 napalonych kobiet, które muszę poznać. Tłoczą się pod drzwiami w wiadomej bieliźnie, tylko ja nieumiejętnie otwieram drzwi, w nieodpowiedniej części sekundy, która zamiera, jak fotografia zamienia się w czas ciągły, w którym za drzwiami są tylko schody.
Może wielką naiwnością z mojej strony jest nie zbiegać na dół, gubiąc na półpiętrze lewy kapeć. W tej naiwności nie łapię za wybrudzoną od łapania kolumnę, nie zakręcam się wokół, z rozwianą flanelową koszulą, którą nabyłem w hipermarkecie podczas kupowania obniżającej cholesterol margaryny, nie dopadam do drzwi niemal, w ostatniej sekundzie nie uderzam dolną wargą o klamkę (wszystko przez wycieraczkę) i nie wypadam na zewnątrz.
- Dzień dobry. - trafiłbym na pobożną starą sąsiadkę, bitą żonę szlifierza kryształów jak wraca z mszy z awaryjną spinką-równolatką we włosach.
Uczepiłem się od razu myśli, że spinka, niegdyś srebrna, poczerniała jej ze starości, na włosach, które w tym samym czasie posiwiały, jakby całą czerń wypiła jej z głowy przez te włosy, jak przez słomki, wiekowe kapilary – nie oglądaj się za siebie. – Co tak wyleciałeś? (widziała mnie jako dziecko, pewnie nawet nago, od wtedy jest ze mną na ty). – Szukałem nagich kobiet z telewizji, szukałem ich pod drzwiami na zabój, ale Pani jest moim znakiem od Boga, będę dziś wieczorem przywiązywał do tego znaczenia. Ja z racji ciągłej różnicy wieku, mówię jej na Pani, ale tego bym jej nie powiedział. Powiedziałbym – a tak.... i wycofałbym się od razu. Ta myśl uczepiona spowodowała mi wspomnienia o nocy w hotelu, którą spędziłem przez ścianę z pewnym dyrektorem astmatykiem. Obudził mnie jak zaczął się dusić i głośno dławić, kaszląc jakby w ustach łapał brzytwę wbitą w krtań. Wszystko głośno w pokoju za ścianą. Wybiegłem i stanąłem w jego drzwiach tak jakby zaraz za nimi była nagła przepaść. Znamię na plecach, którym był do mnie odwrócony powoli obróciło w moim kierunku resztę jego ciała. W jednej ręce miał nóż, a w drugiej marchewkę, którą obierał na gazetę. Robił sobie karotenowe śniadanie i kaszlał teraz na luzie, jakby nigdy nic, jakby ta ostra walka o życie była mimochodem jak poranne golenie się. Przeprosiłem za to, że myślałem, że mu się coś stało. Piąta rano! Uciekłem myślami w nadzieję, że nigdzie nie puszczają teraz Starego Dobrego Małżeństwa. Tak zasnąłem, zastanawiając się, czy w momencie, kiedy wbiegałem do jego pokoju widać było mój poranny wzwód i czy przypadkiem to nie wtedy mi przeszedł... ale wstyd – dobrze, że go potem zwolnili.
Michał Prochownik - rocznik '73, z wykształcenia jestem politologiem, mieszkam i pracuję w Chorzowie. Pro Arte, Esensja, Nieszuflada