Z wszystkiego się udaje. Budować gniazda i przegrody. Budować labirynty, w które wierzymy wypełnione panami i paniami, po herbatce, w żywopłotach ze śmiechem.
Porywisty wiatr smagał go po twarzy, zaś słone pocałunki morza okrywały ciało nieśmiałą pieszczotą. Siedział zwinięty w kłębek i wpatrywał się w spienioną, modro-zieloną toń.
Zaczęło się, gdy postanowiłem ruszyć za Gombrowiczem. Chciałem odwiedzić punkt po punkcie miejsca związane z pisarzem i posłużyć się nimi jak kluczem do opisu miasta. Nie zamierzałem koncentrować się na samym Gombrowiczu, a raczej miałem nadzieję opisać Buenos Aires poprzez postać, a nie odwrotnie - postać dzięki miastu.