Proszę o spokój. Wszystko wyjaśnimy. Proszę się rozejść . Uspokajał zebranych Franz White, detektyw.
15 stycznia 2413 roku w mieszkaniu Polly Shram doszło do niezrekonstruowanych – dotychczas – wydarzeń. Lucy Swing, 28-letnia panna z III piętra, recepcjonistka w firmie odzieżowej, widziała ją po raz ostatni. Polly w tym dniu nie korzystała z windy – od godziny 12 do 15 zrobiła trzy rundy po schodach. Wnosiła różnej wielkości wiklinowe koszyki. Z każdego wystawały szyjki fiolek i flakonów z kolorowym płynem. Po wejściu do mieszkania trzaskała drzwiami, i następowała parominutowa cisza. Jakby w tym czasie dochodziła do niej świadomość - "już mnie nie widzą, jestem sama". Po czym wracały rytmiczne stukoty, dzięki którym można było rozpoznać, gdzie przebywa. Z przedpokoju do salonu miała 6 kroków, do kuchni 4, do łazienki 8. 15 stycznia 2413 roku z przedpokoju skierowała się wprost do salonu. Po około 20 minutach wychodziła z mieszkania po kolejny koszyk.
Nie jest tajemnicą dla mieszkańców domu, że Polly ma romans z analitykiem konstruktów. Fred, czterdziestoletni absolwent Akademii Wojskowej w West Point zaimponował jej wyprawami do Neptunwood City, gdzie prowadzi badania. Po wybuchu wulkanu w 2200 roku, powstał teren z nowym życiem. Uaktywniła się mutacja genetyczna , wytwarzając obiekty o różnych formach. Półtorametrowe szkliste bryły, poruszające się dzięki trzem płetwom, wyposażone w jeden otwór. Po dekadzie badań okazało się, że owe miejsce służy do przyjmowania tlenu. I najprawdopodobniej to utrzymuje je przy życiu. Funkcjonują w przestrzeni 60 hektarów, w niezmiennej temperaturze – 10 stopni poniżej zera. Są pod stałą obserwacją piętnastu telesond, które 24 h na dobę transmitują sytuację.
Jeden z przekaźników obsługiwał Fred. Ostatnie sześć miesięcy poświęcił analizie generatora dźwiękowego. Intuicyjnie przeczuwał, że owe obiekty się porozumiewają. Brakowało mu tylko właściwego rozszyfrownika, czegoś co rozpozna kod dźwiękowy. W tym celu chciał wykorzystać Polly.
Z wykształcenia jest specjalistką ds. obsługi transmisji komórkowych. Ma budkę na skrzyżowaniu Berry Ave z Johnson Ave w Nowym Jorku, w której przyjmuje zgłoszenia o wszelkich usterkach, które zachodzą w zaaplikowanych nomadach komórkowych pod skórą. I … walczy z konkurującymi producentami – GreenSheepNOMAD i CheldenChrisNOMAD. Generalnie po zaaplikowaniu którejkolwiek nomady – nie podlegasz procesowi starzenia, nie jesteś śpiący, nie musisz spożywać posiłków. Różnica tkwi w tym, że po zaszczepieniu „Green…” nie starzejesz się przez 30 lat, a „Chelden…” 40.
- Panno Polly nie mogę poradzić sobie z mózgiem. Nie panuję nad nim. Czuję, jakby się mnie pozbywał, jakby się rozrastał. Jakby już mnie nie potrzebował. Jest obok mnie. - Czy słyszy Pan myśli ludzi, którzy przechodzą? - Tak, ale nie zawsze.
Najbardziej typowe objawy. Polly znała na pamięć receptę. Wystarczy zakupić elektromagnetyczny ustawiacz, który przystawia się do miejsca, gdzie znajduje się nomada. Po piętnastu sekundach uczucie rozrastania powinno ustąpić. W 2410 roku wypuszczono na rynek wadliwą serię, akurat wtedy był boom na tzw. przedłużanie czasu. Sprzedano ponad milion uszkodzonych nomad. Przewiduje się, że reklamacje będą jeszcze zgłaszane przez 5 lat. Chociaż przez ten czas Polly ma zagwarantowaną pracę. Owszem, Fred niejednokrotnie ją zapewniał – Nie musisz pracować. Wprowadź się do mnie. Moja pensja wystarczy na nas dwoje.
Ale, Polly była za dumna, by być na czyimkolwiek utrzymaniu. Zresztą, praca sprawiała jej przyjemność, miała nomadę Green … Czuła się znakomicie. Nie mogła tylko namówić Freda, dla którego wszczepienie, obojętnie czego pod skórę było odrażające. A już czegoś, co pozbawia snów, tym bardziej. Uwielbiał zasypiać...
Tydzień przed wydarzeniem z 15 stycznia, Fred był u Polly w mieszkaniu. Wypili tradycyjnie cynamonową herbatę bez cukru, zjedli po napoleonce. Fred miał wrażenie, że Polly nie tyle się nie starzeje, ile z każdym dniem staje się młodsza. Każdy mięsień na jej ciele wygląda jak wyrzeźbiony, sprężysty, mocny, pewny swojego miejsca. Jest piękną, młodą kobietą - myślał - Cudownie jest tak zasypiać, gładzić, dotykać niemalże idealności, skończoności. Istoty zatrzymanej.
- Jak możesz mi to robić?- krzyczała Polly - Nie widzisz, nie potrzebuję swojego odbicia. Już nie muszę się o siebie martwić. Zabierz z łazienki to lustro. Błagam Cię Fred, ja już nie mam siły... Uważaj nie potłucz, bo będzie ich tysiące. Miliardy moich twarzy, wszędzie na płytkach, na wannie, pod zlewem. Ja tego nie zniosę, nie wytrzymam… Błagam Cię, Fred zrób coś … - Uspokój się już wynoszę. Spokojnie.
Ale Fred widział. Widział odbicie Polly w lustrze. Ale to nie była ta delikatna, nieskażona czasem Polly z morelowym błyszczykiem na ustach. Widział twarz pełną bruzd, zmarszczek z uśmiechem clowna. Wewnątrz której, niczym pijawki wiły się kable wokół Mikrokontrolera, który dowodził szklistymi obiektami, tymi z Neptunwood City. Obudził go sygnał telefonu. Dzwonił Greg Thompson, Dyrektor Generalny Instytutu Nowych Technologii, jego pracodawca.
- Fred, czekamy na Ciebie od dwudziestu minut. Gdzie Ty jesteś? Zyjesz w ogóle?
- Już jadę, przepraszam. Zaspałem. Ale już jadę. Za dziesięć minut jestem - zapewniał
Polly usłyszała sygnał zamykanych drzwi. Najbardziej denerwujący dźwięk w domu. Każdego obudzi. I tylko z miłości do Hong Kongu jest u niej w mieszkaniu. Zeszłe wakacje upłynęły jej na kursach promem i przechadzkach między wieżowcami. I to właśnie z wycieczki na Stanley Market zostało jej paręnaście tygrysich maści od bólu głowy, kopia torebki Dolce Gabbana, dwie figurki chińskich mnichów, czerwona skórzana opaska na nadgarstek i dzwonek do drzwi. Wszystko porozdawała, a dzwonek nie tylko jest. Przynajmniej cztery razy na dzień przypomina o swojej obecności.
-Wisi jak kat nad szubienicą. I nie widzi, albo udaje, że nie dostrzega. Przecież to mój jedyny, ukochany Fred. Dlaczego Go nie zatrzyma, choćby jednym dźwiękiem nie powie: STOP? – pytała samą siebie.
Nie wiem, jak to stało. Nigdy do tej pory nie zaspałem – próbował się opanować. O już dobrze, jadę. Greg mnie nie wyrzuci z pracy. Dlaczego miałby mi to zrobić, przecież wszystko jest ok. Zaraz zaraz czy ja mam dokumentację? Na miłość boską co to za zapach? Nie no oszaleję, korek! Co tu się do jasnej cholery porobiło. Komunikacja nowojorska – kpina dojazdowa – posumował swoją sytuację i próbował włączyć laserowy przegląd informacji – Station Only News.
Brak odbioru. Brak odbioru. Brak odbioru. Mrugał do Freda napis z płytki nad lusterkiem.
- Ależ mi duszno, cały się już lepię od potu. I ten niemiłosierny zapach. O co tu chodzi?
- Proszę się nie niecierpliwić, zaraz powinniśmy dostać znak, że możecie Państwo ruszyć – przed jego oczami pojawiło się zdanie. Przekręcił głowę w lewo i zobaczył wysokiego mężczyznę, tak około 190 cm, plastikowe dłonie trzymały połyskującą plastikową skrzynkę, z której unosiły się zdania i wpadały wprost przed oczy kierowców.
A więc już są!
Dwa lata temu powstał projekt autorstwa Peggy Swan „Select your information. Trust.” Przez pół roku było głośno, kilkaset artykułów, opinie futurologów. I na tym w zasadzie koniec. Diagnoza była jedna – czekamy na nowy nośnik informacji. Jakie będą tego konsekwencje – to się okaże.
I jest 8 stycznia 2413 roku, Fred siedzi w oliwkowej kapsule na Pine Hill Rd i przygląda się robotom. Wszystkie identyczne, o kształcie wysportowanego mężczyzny. Mają tylko jeden program: dostarczyć niczym nie skażone i niczym nie naruszone zdania. Mieszczą się one w specjalnie na ten cel wyprodukowanym plastiku, który chroni mikroskopijny organizm liter. Proces produkcyjny odbywał się w jednej z fabryk w Rochester. Pracowało przy nim ponad 1000 osób. Każdą z liter otulono hibernetyczną woalką. Uśpiona w bezruchu: nie jest w stanie urosnąć, zmienić kształtu, samoistnie ulecieć czy zniknąć. A przybierają postać zdań w zależności od potrzeby. Skupiają się gdy wysłany zostanie im znak: TERAZ NADAJEMY. Sygnał wysyłany jest z wieży kontrolnej, której dyrekcję sprawuje wysoko postawiony urzędnik w Ministerstwie Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych, ponoć szara eminencja Premiera, Daniel Nutr.
Małgorzata Loeffler - Rocznik 1979. Teatrolożka, fotografka, kierownik literacka jednego z łódzkich teatrów dla dzieci. Nie chce i nie lubi pisać o sobie.