Należę do osób, które lubią wiedzieć nieco wcześniej „co w trawie piszczy”, „co się święci” etc. Jednym słowem jestem z natury ciekawski. Szanuję tak zwaną klasykę, interesują mnie tak zwane nowości, ale najbardziej moją wyobraźnię rozpalają informacje na temat rzeczy których jeszcze nie ma. Zapowiedź dzieła sztuki ma w sobie specyficzny element magii i tyle. Wiem jak to brzmi, ale założę się, że nie jestem w tym poczuciu osamotniony. Poza tym jest w tym też trochę zwykłej pragmatyczności. Nie muszę chyba nikomu wyjaśniać, że wiedząc jakie albumy ukażą się w najbliższej przyszłości łatwiej jest zaplanować domowy budżet. A gdy jest się do tego kolekcjonerem, taka wiedza jest zwyczajnie niezbędna. Uprzedzam jednak, że „Muzyczne zwiastuny” są cyklem jak najbardziej subiektywnym i wybiórczym dlatego pewne gatunki muzyczne prezentowane będą w nim częściej, inne rzadziej, niektóre nie pojawią się pewnie nigdy. Zainteresowanych tym co na rynku muzycznym czai się za rogiem zapraszam do lektury.
U2 - No Line On The Horizon Universal Music Group, Premiera: 27.02.2009
Minęło pięć lat i maszynka do robienia pieniędzy pod szyldem U2 znów zostaje wprawiona w ruch. Ponownie przerabiamy znane chwyty pod tytułem - kradzieże dysków twardych z premierową muzyką i niekontrolowane wycieki do Internetu, takie niby skandale na zamówienie. Śmieszą jednak one niepomiernie, bo kto je jeszcze traktuje poważnie, skoro towarzyszą każdej kolejnej płycie U2? Poza tym takie zagrania marketingowe to już prehistoria, teraz wszyscy muzycy sami dobrowolnie umieszczają swoje utwory w sieci by promować swoje płyty. Do tego dochodzą kontrowersje związane z oprawą graficzną, oskarżenia o plagiat, czyli kolejny niby skandal na własne życzenie. Najwięcej zyskał na tym chyba jednak autor zdjęć Hiroshi Sugimoto. Nie obyło się oczywiście bez „skromnych” zapowiedzi muzyków, że płyta jest arcydziełem. Najciekawsze jest jednak to, że choć w zasadzie U2 nie mają już nic nowego do powiedzenia, to wszystkich elektryzuje wiadomość o premierowym materiale tego zespołu, a może to zwyczajnie efekt wypracowanej przez lata strategii promocyjnej? Niestety oczekiwaniom towarzyszą obawy, że nowy album będzie tylko pretekstem do kolejnej trasy koncertowej, spotkania z Dalajlamą czy papieżem, że wszystko sprowadzi się do jednej chwytliwej piosenki, na której będzie można oprzeć całą promocję i usprawiedliwić wydanie nowego materiału, tak jak to miało miejsce przy okazji poprzedniej płyty „How To Dismantle An Atomic Bomb”. Problem jednak polega na tym, że pierwszy singiel mający promować „No Line On The Horizon” jest zwyczajnie przeciętny. Pozostaje nadzieja, że pozostałe utwory będą znajdować się choć nieco bliżej zapowiadanego arcydzieła, a cała płyta poza wartością rynkową ujawni też wartość artystyczną.
Leszek Możdżer – Missa Gratiatoria Fonografika, Premiera: 28.02.2009
Nasz rodzimy geniusz znów coś nagrał i tym razem jest to album solowy, a przynajmniej tak jest sygnowany. W tym przypadku Możdżer sięgnął po jedną z najstarszych i największych form muzycznych, czyli mszę, którą skomponował specjalnie dla Akademickiego Chóru Uniwersytetu Gdańskiego z okazji jego 35-lecia. Prapremierowe wykonie miało miejsce podczas koncertu galowego 16 września 2006 roku w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej im. F. Chopina w Gdańsku. Instrumentarium jak na mszę jest dość wyjątkowe - instrumenty perkusyjne ( Zohar Fresco), celesta i syntezator (Leszek Możdżer), fortepian (Piotr Mania), wibrafon (Jan Freicher) oraz… gongi tybetańskie (Robert Usewicz). Brawa należą się też chórzystom i dyrygentowi.
War Child – Heroes EMI Music Poland, Premiera: 2.03.2009
War Child jest organizacją działająca w ramach ONZ. Powstała w 1993 jako reakcja na konflikt w byłej Jugosławii. "War Child - Heroes" to piąta płyta z serii War Child. Pomysł na ten album polega na tym, że legendarni wykonawcy wybierają jeden własny utwór i wskazują artystę nowego pokolenia, który ma nagrać ten utwór w nowej wersji, czyli po swojemu. Mamy tu więc do czynienia ze współpracą dwóch pokoleń, której towarzyszy szczytny cel. Karty rozdają jednak przedstawiciele starszego pokolenia, wszak to ich piosenki i to oni wskazują „młodego” wykonawcę. A jeśli już o wyborach mowa to do najciekawszych należą: Bob Dylan: „Leopard-Skin Pill-Box Hat” i jako wykonawca Beck, Iggy Pop: „Search And Destroy” i Peaches, Bruce Springsteen: “Atlantic City” i The Hold Steady, The Ramones: “Sheena Is A Punk Rocker” i Yeah Yeah Yeahs. Poza tym w projekcie udział biorą: Scissor Sisters, Lily Allen, Duffy, Elbow, TV On The Radio, Hot Chip, The Kooks, Estelle, Rufus Wainwright, The Like oraz Franz Ferdinand. A kto ich wybrał i czyje utwory wykonują proponuję sprawdzić osobiście. Warto tym bardziej, że pieniądze z tej płyty przeznaczane są na cele charytatywne. Jako ciekawostkę warto dodać, że album był nagrywany przez ponad 6 miesięcy w studiach w Londynie, Manchesterze, Paryżu, Berlinie, Nowym Jorku i Los Angeles.
Włodek Pawlik – Grand Piano Fonografika, Premiera: 2.03.2009
Włodek Pawlik – pianista-improwizator i kompozytor – nagrał swoją najnowszą płytę w ciągu zaledwie dwóch sesji w kwietniu 2008 roku. W czasie tych sesji powstało blisko czterdzieści utworów, z których wybrano zdaniem artysty najciekawsze. Co ciekawe, nie zmieniono kolejności nagranych utworów i nie poddano ich obróbce, można więc mówić o swoistym nagraniu live. W celu oddania akustyki koncertowego studia i brzmienie fortepianu Steinwaya wykorzystano tylko jedną parę mikrofonów Braunera i zarejestrowano muzykę z docelową rozdzielczością płyty CD, by uniknąć procesu konwersji. Kolejne improwizacje nie mają tytułów, z resztą album także go nie posiada, ponieważ „Grand Piano” to zwyczajne określenie fortepianu w partyturze. Sam Włodek Pawlik na temat tej płyty wypowiada się w sposób następujący: "Dwa krążki, których Państwo mają okazję posłuchać, są rezultatem gruntownie przemyślanej decyzji, aby zarejestrować unikalny proces tworzenia muzyki na żywo. Zdecydowałem się na odejście od wcześniejszych ustaleń dotyczących repertuaru, czy charakteru albumu. Pozwoliłem się ponieść czystej intuicji i wyobraźni. Świadomie zrezygnowałem też z nazywania następujących po sobie improwizowanych 'utworów', ponieważ byłby to proces fałszywy, odwracający logikę zapisu wolnego od potocznych, literacko-formalnych skojarzeń. Zamiast tytułów użyłem numerycznej kolejności, dając słuchaczom możliwość nieskrępowanej pozamuzyczną sugestią gry wyobraźni." Album zapowiada się wyjątkowo interesująco.
Pearl Jam – Ten (reedycja) Sony BMG, Premiera: 23.03.2009
23 marca na pułkach sklepowych ukaże się reedycja pierwszej płyty Pearl Jam – „Ten”. Myślę, że albumu, który jest uznawany za kamień milowy muzyki lat 90-tych specjalnie przedstawiać nie trzeba. Gdyby ktoś jednak potrzebował wyjaśnień, to myślę, że ten prosty ciąg skojarzeń w zupełności wystarczy: Grunge – Seatle – Pearl Jam – Ten. Teraz wszystko powinno być już jasne, a jeśli nie jest, to ja się poddaję, bo to wydawnictwo zwyczajnie należy znać. To właśnie z tego albumu pochodzą utwory uznawane dziś za hymny pokolenia takie jak: „Alive”, „Jeremy” czy „Even Flow”. „Ten” zostanie wznowiony w aż czterech wersjach, mnie osobiście interesuje wyłącznie wersja kolekcjonerska, która zawiera najwięcej tego co misie lubią najbardziej. Przede wszystkim mamy tu do czynienia z nową oprawą graficzną, nad którą czuwał osobiście Jeff Ament (basista PJ). Pierwsza płyta zestawu to wersja zremasterowana „Ten” z sześcioma dodatkowymi utworami bonusowymi. Bonusy te to odrzuty z sesji nagraniowych do „Ten”: „Brother” - mix Brendana O’Briena, tu pierwszy raz z wokalem, w wersji instrumentalnej na „Lost Dogs”; „Just A Girl” - nagrane podczas tzw. Mookey Blaylock Sessions, jesień 1990, podobno jedno z pierwszych nagrań Veddera z zespołem; „Breath and a Scream” – również z Mookey Blaylock Sessions, jesień 1990; „State of Love and Trust” z London Bridge Sessions, jesień 1990; „2000 Mile Blues” - wspólny jam nagrany w studio podczas sesji nagraniowej; „Evil Little Goat” - nagrane podczas London Bridge Sessions, jesień 1990. Druga płyta zestawu to „Ten” zmixowany na nowo przez wieloletniego współpracownika zespołu Brendana O'Briena. Obie płyty CD mają tu swoje odpowiedniki w postaci płyt winylowych. Perełką w tym zestawie jest z pewnością DVD z zapisem koncertu MTV Unplugged, choć szkoda, że nie kompletnego, oraz dwa winylowe krążki z zapisem koncertu „Drop In The Park”. Jest też coś dla najwierniejszych fanów czyli replika pierwszej taśmy demo zespołu. Poza tym kolekcjonerski box zawiera: replikę notesu Eddiego z prywatnymi zapiskami i rysunkami, zestaw gadżetów z początków działalności zespołu takich jak: pocztówki, nalepki, identyfikator i bilet na koncert, zestaw zdjęć wraz z opisami oraz dwustronny plakat 60 x 90 cm z koncertu „Drop In The Park”. Ktoś mógłby uznać to za lekką przesadę, ale należy pamiętać, że to wersja kolekcjonerska i istnieją jeszcze skromniejsze wersje alternatywne. Ja w każdym razie zacieram łapki i niecierpliwie czekam na premierę.