Nawet na wet... Zbigniew Wojciechowicz Książka Justyny Radczyńskiej jest kolejną książką z serii Biblioteki Studium wydawnictwa Zielona Sowa. Tomik wydany jest w popularnym ostatnio dla poezji formacie A-5 z kolorową matową okładką. Wewnątrz nietypowe dość ryciny przedstawiające ptaki, rośliny, schematy, gwiazdozbiory - wszystkie jakby żywcem wyjęte z podręczników. I rzeczywiście, kiedy zerkniemy na tył książki do informacji redakcyjnych, okaże się, iż pochodzą one m.in. z internetowych encyklopedii i wydawnictw naukowych. Nadaje to tomikowi specyficzny surowy, ascetyczny wręcz klimat. Autorka bawi się słowem. Już po wstępnej, pobieżnej nawet, lekturze łatwo dostrzec, iż słowo jest dla niej czymś miękkim i plastycznym. Modeluje je i cieszy ją wyszukiwanie dwuznaczności w słowach lub umieszczanie ich w zupełnie nowych kontekstach, przez co nabierają czasem zaskakujących znaczeń. Podobny zabieg wykonała również i na tytule całego tomiku, zaczerpniętym z jednego z zamieszczonych tam wierszy. Wiersz ów nosi tytuł: "Nawet", jednakże delikatnie większe światło między "a" i "w" w zapisie tegoż tytułu na okładce tomiku, sugeruje nowe znaczenie: "na wet". Po lekturze całej książki wszystkie owe zabiegi, choć w większości bardzo zgrabnie i sprawnie przeprowadzone, zaczynają trochę drażnić. Momentami odnosi się wrażenie, że Radczyńska stara się wykorzystać każdą nadarzająca się okazję, by zaeksperymentować na słowie. W większości przypadków są to jednak przemyślane i uzasadnione semantycznie i metaforycznie zabiegi, jak w wierszu "na nic już parzydełka": nie zna dna ani gadziny, która go zeżre czy w utworze "która to już zagadka w naszym życiu?": śmierć/na zapalenie ciała/na wyciągnięcie ręki. Jednakże zdarzają się również pomysły chybione, nijak nie odnoszące się do metaforyki całego utworu, a opierające się chyba bardziej na brzmieniowych podobieństwach wyrazów, jak w wierszu "25 wersów z okazji": był nam obcy w stanach naznaczonych. Cały tomik prowadzony jest bardzo konsekwentnie, rozwija się w logicznym kierunku. Jest zwarty i przemyślany. Klamrą spinającą wszystkie utwory są powtarzające się konsekwentnie motywy zgrupowane wokół - mówiąc trywialnie - tematyki morskiej. Morze jednakże potraktowane jest jak przestrzeń niewiadoma, pełna tajemnic, otwarta i nieskończona; a jeśli posiada jakiś koniec, jakąś granicę - trudno powiedzieć, czy coś poza nią jest. Inaczej mówiąc: podmiot Radczyńskiej szuka, żegluje, wędruje. Odnosi się jednak czasem wrażenie, że nie dąży do żadnego konkretnego celu, do żadnego miejsca poza morzem; że żeglowanie jest celem samym w sobie i odebranie tej możliwości sprawia, że podmiot odczuwa dyskomfort i swoiste pomieszanie uczuć i pojęć: kotwica trzyma nas mocno w dzikiej zatoce/i w ostatniej idylli przed powrotem/stąd gdzie gładka toń i umieraj z tęsknoty/[…]leżymy z nawigatorem/jak w rodzinnym grobie ("Atmosfera nad Metapontis"). Postać owego nawigatora jest w całym tomiku postacią-kuczem. To on odpowiada na pytania, to on - jak na nawigatora przystało - wskazuje kierunek żeglugi. Pojawia się w większości zawartych w książce wierszy. Nawigator jest postacią na pierwszy rzut oka pozytywną, jednakże na szczęście nie jest to postać czarno-biała, nie posiada jedynego słusznego oblicza, jest bardziej ludzka, pełna ludzkich wad i ułomności: oczekuje pochwał ("Wenecja ma kształt ryby"), mówi nie odwracając nawet do mnie głowy ("piwonie czy bez"), uważam że czasem pozwala sobie na zbyt wiele/[…] natychmiast lusterkiem z latarki/puszcza mi zajączka w oko ("logarytmiczna funkcja podniety"). Kolejnymi morskimi motywami są motywy morskiej i pozamorskiej fauny i flory, której autorka wprowadza do swych wierszy nieprzeliczone ilości. Pojawiają się tam rozelle, delfiny, cytryny, dalie, astry, grupery… Cała ich litania zebrana została nawet w formie poetyckiego żartu w wierszu "aster gawędka": boimka firletka lulecznica/rzęśl zaraza tajęża stuchlina/szczeć bażyna choina gwiazdnica/klon honkenia salwinia ognicha. To jedna z sześciu strofek wspomnianego utworu. Dość ciekawie kończy się cały tomik. Kończy się bowiem wierszem, do którego autorka wplotła listing programu komputerowego w języku Pascal, wyświetlającego informację, skierowaną do anioła, że gra została zakończona… Wiersze Radczyńskiej nie są przeintelektualizowane, zaciemnione zawiłymi metaforami. Wręcz przeciwnie - autorka w sposób przejrzysty prowadzi czytelnika przez swój tomik po świadomie i konsekwentnie obranej drodze. Nie ma zbędnych zakrętów i niekonsekwencji logicznych. Tomik stanowi jedną całość, nie jest zbiorem typu the best of, ale zwartą książką poetycką. Wyraźnie widać, iż poetka ma coś ważnego do powiedzenia i świadomie ubiera to w przemyślaną konstrukcyjnie i napięciowo poetycką formę. Owszem, można przeczytać wybrane tylko pojedyncze utwory i czerpać z tego niewątpliwą przyjemność, ale pozbawiamy ich wówczas silnego kontekstu, w który zostały wpisane. Tomik Radczyńskiej na pewno powinno się jednak czytać od początku do końca, idąc po wyznaczonej przez poetkę drodze, jak po kładce-drabinie - może nawet tej widocznej na okładce książki… Tytuł: Nawet Autor: Justyna Radczyńska Wydawnictwo: Zielona Sowa, Biblioteka Studium Rok: 2007 |