W czystą noc
Patryk Doliński


Jej debiutancki album The Sound Of White odniósł w Australii niebywały sukces. Pięć nagród ARIA (australijskiego przemysłu muzycznego), w tym za najlepszy album i dla najlepszej artystki roku oraz status dziewięciokrotnej platyny mówią same za siebie. Nie trudno sobie wyobrazić jak wielkie oczekiwania i presja towarzyszyły tej młodej artystce przed nagraniem jej drugiej płyty. W odpowiedzi Missy Higgins odłożyła nagrania na 3 lata, w trakcie których dała porwać się życiu w trasie koncertując po Australii, Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Południowej Afryce. Gdy wreszcie poczuła się gotowa przeprowadziła się do Los Angeles, by nagrać tam nowy materiał.

On A Clear Night to przede wszystkim zmiany. Pierwsza różnica w stosunku do poprzedniego albumu to produkcja. Za debiutancki krążek odpowiadał John Porter (Roxy Music, The Smiths, B.B. King, Santana) natomiast producentem On A Clear Night jest już Mitchell Froom (Crowded House, Elvis Costello, Sheryl Crow, Indigo Girls). Druga i równocześnie największa różnica pomiędzy albumami Australijki to dobór instrumentów. Na Sound Of White królował fortepian, gitara akustyczna jeśli się w ogóle pojawiała była tylko tłem, a album zanurzony był w jazzie i soulu. Jeśli zaś chodzi o On A Clear Night to jest dokładnie na odwrót. Tu króluje gitara akustyczna, a fortepian jest instrumentem bardziej wspomagającym niż prowadzącym. Natomiast album można wrzucić raczej do koszyka folk czy rock akustyczny niż jazz. Paradoksalnie różnice te powodują, że oba albumy świetnie się dopełniają. Są jak awers i rewers monety, czy pozytyw i negatyw fotografii. A jeśli już o fotografii mowa, to porównując należy zwrócić również uwagę na oprawę graficzną obu albumów. Design okładek sugeruje pewną dychotomię. Dobór barw, krój czcionki jak i same tytuły płyt sugerują podział na dwie części czegoś, co choć odmienne to jednak uzupełniającego się na swój sposób.

Najnowszą płytę Missy Higgins promują dwie piosenki. Pierwsza to Steer - dość dynamiczna pop rockowa kompozycja o realizacji i dokonywaniu wyborów. Druga piosenka to Where I Stood - delikatna ballada o straconej miłości i zagubieniu. Naprawdę piękna rzecz. Moimi faworytami są jednak dwa inne utwory: 100 Round The Bends oraz Peachy. 100 Round The Bends to opowieść o wspólnej podróży, być może tej ostatniej. Natomiast Peachy to utwór z trochę przewrotnym tekstem i uzależniającym refrenem. Chce się go słuchać wciąż od nowa, a gdy nie ma w pobliżu odtwarzacza nuci się go samemu. Na uwagę zasługuje również utwór numer siedem na tej płycie, czyli The Wrong Girl. Słuchając go, po zamknięciu oczu przenosimy się w czystą noc, do baru w Melbourne, gdzie na małej scenie występuje Missy Higgins ze swoim zespołem.

Podsumowując - On A Clear Night to bardzo dobra, a co najważniejsze, również bardzo równa płyta. Nie ma tu w zasadzie rzeczy słabszych, czegoś co można by nazwać wypełniaczem. Missy Higgins ma doskonałą umiejętność opowiadania historii i na tej płycie robi to bezbłędnie. Wszystkich, którzy chcieliby sięgnąć po to wydawnictwo muszę niestety zmartwić. Nie będzie łatwo, bo twórczość Australijki jest trudno dostępna w naszym kraju. Zapewniam jednak, że wysiłek włożony w poszukiwania opłaci się.



Autor: Missy Higgins
Tytuł: On A Clear Night
Wytwórnia: Eleven
Premiera: 28 kwietnia 2007