|
Mariacka Łukasz Loskot Wrześniowe słońce kisi się w zamszowym rosole nieba Na półmetku Mariackiej w Katowicach Ślepej ulicy uświęconej kościołem o ciemnej Śląskiej skórze stacjonują pulchne prostytutki z brakami w uzębieniu Młodzi mężczyźni piją bełty w otwartych ranach kamienic Ślizgają zaczepne wzorce po zakręconych poręczach sieni Z pewnością jest jakiś święty Opiekun pijaków i kurew który ponad wszelką wątpliwość docenia to nietuzinkowe poszukiwanie Boga Starzyki siedzą na ryczkach Majstrują coś przy różańcach - co by się bajtlom żyło lepiej - A one wpatrzone w nierówności asfaltu wyczarowują z niego murawy stadionów pola bitew przerywanych od czasu do czasu zmotoryzowaną forpocztą zachodnich inwestorów Nikt się już tutaj nie pyta komu znów bije dzwon Bo to z kolejnej piersi wyrwać się musiało diamentowo czarne serce Stołeczna jesień Łukasz Loskot Spocony poranek trąci terpentyną jak srom ukochanej malarki ze snu wypędzony Zasady ustalone są niczyją winą Wzajem kojarzą się kolory Istnieje niezawodny wzór na stałą wartość upodlenia Siła rozkapryszonych dóbr przez częstotliwość gromadzenia Defiladowym ciągnie krokiem na proch ścierając brzasku armię Polaczków rój którego okiem nawet sokolim nie ogarniesz Gdy będzie trzeba poddam się w zębach im niosąc mięsień serca Co na swym termopilskim dnie ukrywa słodki smak zwycięstwa |