|
Marcia funebre Sebastian Chosiński Do miejsca straceń docierają nieliczni - na palcach jednej dłoni by ich policzyć, odświętnie ubrani, bo tego wymaga chwila, w skupieniu oddzielają wspomnienia dobre od godnych zapomnienia. Nie umrą za Ojczyznę ani za Wiarę - unikają wielkich słów i patetycznego tonu. Światu przyglądają się z wysokości balustrad i parapetów, nim wszystko pochłonie matecznik szpiclów - mrok. Ściskane w dłoniach srebrniki mogą jeszcze wymienić na kawałek płótna, starczy go akurat, by zawiązać tobołek - przesłanie dla potomnych: garść ziemi, okruchy czerstwego chleba, ostatnie tchnienie. Choć nikt się tego nie spodziewa, odejdą w ciszy - bez werbalnych manifestacji, co jednak wcale nie oznacza, że i bez Boga, i honoru… Rozplątawszy gordyjski węzeł życia, zaczną snuć plany na przyszłość - wartkim nurtem łez spłyną do źródła, by znaleźć się w oku cyklonu. I uwierać. |