Zofia wolontariuszka
Zofia Staniszewska


gdy myłam pod prysznicem w Taizé
Ewę ze stwardnieniem rozsianym
odczuwałam cichą radość
że to nie mnie trzeba namydlać zieloną gąbką co wieczór
i odkręcać kran
żeby szum wody wyzwalał strumień moczu
a kiedy podczas mantrycznych kanonów
zapalaliśmy tysiąc świec i opierałam się o wózek
moja dusza oddzielała się od ciała
i unosiła nad kamienną wioską
porośniętą zachłannością pelargonii
w jednym jedynym odcieniu czerwieni

dziękuję Ci
za dzikie pomysły
jak ten gdy zabrałam Magdę z porażeniem mózgowym
w poniemieckie bunkry MRU
znosiliśmy najpierw ją
potem wózek
dwadzieścia metrów w dół po betonowych schodach
w głąb ciszy podobnej do ciszy grobowej
z tą tylko różnicą że w ciemności absolutnej
słyszeliśmy bicie własnych serc
w świetle latarek straszyły nas metrowe oczy i uszy
i inne nieziemskie graffiti za pętlą Boryszyńską
o północy urządzaliśmy koncert piosenki podziemnej
Kaczmarskiego
dla własnej przyjemności głaskaliśmy nad ranem
kobierce sufitowych nietoperzy
mięciutkich jak szczeniaczki
Magda dopiero po wyjściu na powierzchnię
przyznała że zamykała oczy ze strachu

może wiesz że odczuwałam zażenowanie
gdy szesnastoletni Przemek bez nóg
gadatliwy niewymownie
chciał się przytulić
ja niewiele starsza odsuwałam się
bo przecież go nie kochałam
teraz myślę że nie był to powód
że nie był to wystarczająco dobry powód

chciałam Ci jeszcze powiedzieć
że gdy umierała Kasia-muminek
podłączona do szpitalnej aparatury
odchodziła długo i starannie
a miała dwanaście lat
więc chciałam Ci podziękować
że w Ciebie zwątpiłam
tylko zwątpiłam



Zofia patrzy na wszechświat
Zofia Staniszewska


nocą podniosłam głowę i spojrzałam
na smugę Drogi Mlecznej i jeszcze dalej
(jak dobrze że widzę W Kasjopei bez okularów)
okiem średniowiecznego naukowca
zobaczyłam dzieło sztuki skończonej
Wszechświat rozświetlony ciepłem tętniącego życia
pulsujący miłością
gdzie noc rodził cień rzucany przez Ziemię
gdzie każda planeta tanecznymi obrotami
komponowała symfonię niewyobrażalnej harmonii
dla ucha długowiecznych
herosów bogów elfów wróżek smoków
którzy wędrowali tysiąc lat do granic nieba

Ziemię jak najmniejszą lalkę w matrioszce
spowijały kuliste sfery
a w każdej sferze tkwiło jedno świecące ciało
Księżyc Merkury Słońce Mars Jowisz i Saturn
(nie wiedziano jeszcze nic o Neptunie i Uranie)
więc poza sferą Saturna rozciągało się Stellatum
niebo gwiaździste
ponad gwiazdami stałymi wznosiło się Primum Mobile
Sfera Pierwszego Ruchu
niebo wzruszające się miłością do Boga
a które wzruszywszy się
udzielało ruchu wszystkim pozostałym ciałom

nagły błysk meteorytu
przeniósł mnie w dany mi czas
zobaczyłam kosmos nieskończony
czarną zimną pustką
przeraźliwie cichy i martwy
z reliktowym promieniowaniem tła
pozostałością po Prapoczątku
gdzie śmierć jednej gwiazdy
oznacza narodziny drugiej
lub coś równie koniecznego

a choć możemy się mylić
dziękuję
że ujrzałam w Tobie Matematyka
zamieniającego liczby w piękno
makro i mikroświatów

dziękuję
że ta teoria kosmosu
(ciągle dziurawa)
jest równie zachwycająca





Zofia Staniszewska Laureatka kilku konkursów literackich. Pisze bajki – współpracuje ze Świerszczykiem i wyd. Podsiedlik (obecnie Publicat). Jej powieść dla dorosłych „Czarownica z Radosnej" znajduje się w zapowiedziach wydawniczych Red Horse.