Zbyt wielu ludzi
(moment na prowincji)
Michał Prochownik

Po święcie zmarłych przebrałem sobie pościel.
- Na imię miał Femi?
- Femi. Nazywał się jak jakiś płyn do higieny intymnej i co z tego że Węgier?
Wtedy stał pod słupem ogłoszeniowym i pytał mnie czy kojarzę tego gościa, co reżyseruje teleturnieje w Telewizji Katowice, ponoć jego dalszy rodak. Nie miałem pojęcia o kogo chodzi, więc nie porozmawialiśmy o dalszym rodaku i telewizji regionalnej. - Rysiu zaciągnął się papierosem patrząc na góry z balkonu. - Masz szczęście, że tu mieszkasz. - Mam cholerne szczęście, że tu mieszkam Rysiu. Bogu dziękuję - z balkonu na góry.
- Nie jesteś przypadkiem tancerzem? Poliglotą? Iluzjonistą? Kelnerem?
- Nie potrafię
- Ja też nie. Gdybyś był... może pozwoliłbyś przymierzyć mi cylinder?
- Gdybym był to bym pozwolił. Ale nie jestem i nie pozwalam.

Wcieram w siebie tani żel - ekstrakty z zielonej herbaty,
- A może jednak chodziło o nazwisko francuza Famy? Mateusz, jak ten z kościoła
- Konstruktor, w każdym razie nie humanista, żonaty.
Wtedy był na lotnisku z bordową walizką bo mu rozwiązali umowę. Pytał czy nie wiem, gdzie można w Polsce kupić Le Monde, powiedziałem mu, że odlatuje za pół godziny, więc teraz tu już niemożliwe, ale on jak przyjechał do siebie to na pewno tamtym powiedział, że u nas wcale nie można tego kupić
- A można?
- Można... sam sobie kupiłem godzinę później, żeby udowodnić ogólnie... na wszelki wypadek

Ręce smaruję kremem do stóp - zapach taki sobie