Karnawał
Michał Prochownik

Kiedy byłam taka jak Ty, moje Ty prawie nieżywe jeszcze dziecko, śpiewano mi piosenkę o pewnej matce, co z czyjegoś serca szyła buty dla synka i widziałam te buty, całe krwistoczerwone, gładkie i mokre od łez, które ktoś (z innej piosenki) wypłakał z oczu, przez Ciebie. I mówiono mi z ambon o ofiarnych matkach, co karmiły dzieci krwią ze swoich palców, jak same opuszki dawały do ssania, z głodu, wielkiego głodu, który w końcu przeszedł i teraz wszyscy razem mamy wielki karnawał, na całego, do końca, a więc otwórz oczy, w których nie masz światła, rozklej swoje powieki po raz pierwszy w życiu.

Będziesz siedział nagi na biesiadnym stole, wśród kawiorów i skorupiaków, otaczany przez suknie najbogatszych smakoszek rarytasów. Będą czasem naciskać Twoją cienką skórę dłońmi całymi w paznokciach, będą chciały Cię przewrócić na móżdżki w kokilkach, na karafki z poprzednim beaujolais nouveau, na kiście winogron, byś swym ciałem wycisnął z nich sok, delikatnie, nieznacznie, żeby mogły go spić wydatnymi wargami z zapachami Orientu.

Ja tymczasem mam szyję, która jest łabędzia i będę w sąsiedztwie tych wypchanych ptaków, tych monokli i cygar, tych partyjek bilarda. Tam tą szyją odwrócę twarz w ich stronę i wiedz, że nawet w tym geście mama Cię bardzo kocha. Nawet w tej strasznej masce, od której się rozpłaczesz, mama Cię bardzo kocha i pamięta, że oboje jesteśmy z tej samej delikatnej skóry, gładkiej i miłej w dotyku, jak safian.

A kiedy na wrotkach wjadą pokojówki, imigrantki z Afryki, całe czarne, aksamitne, z confetti we włosach, położą Cię łagodnie w bardzo ciepłej ciemności, w pościeli, łóżeczku, tak jak w sarkofagu. Tam przytłumione dywanem odgłosy zabawy będą Cię długo kołysać do snu, a białe oczy piastunek (imigrantki z Afryki) będą rzucać odblaski, daleko za okna, zrobią się z tego gwiazdy, wszystkie gwiazdki na niebie i księżyc z zamkniętymi oczami (będzie miał Twoją twarz).



Ilustracja - Sławek Gruca