Portret rodzinny
Michał Prochownik

Jak będę duży to będę robił co będę chciał, ale dziś uśmiecham się do siebie, tak jak mama i tata, ale jestem z tym sam, więc jakby odwrotnie niż oni. A inne dzieci występują w reklamach zabawek i zabawki zmieniają im się w rękach w prawdziwe samoloty, bo nie mają zamkniętych rąk, na zielonej wsi, albo w mieście, w prześwietlonym mieszkaniu, gdzie wszystko jest takie jasne.

Nie potrafię się jednak nauczyć sztuki ożywiania, żeby ożywić co się chce, jak action man ożywa w ręce, podobnie jak samolot, jak Ken, jak konik. Mógłbym przykładać rękę do rzeczy i je uruchamiać i będą jeździły, latały, mówiły – jak prawdziwe, ale teraz jestem zajęty tym śmiesznym przyjacielem, a ręce mi mało potrafią. Nie potrafią go ożywić i jest nieruchomy, Wieje mu z ust i ma puste oczy i mam się z nim zaprzyjaźniać mając do dyspozycji tylko lewą rękę (nie ma się jak przywitać).

A ten facet ciągle tam stał i mówił, że mamy stać bokiem i trzymać te głupie maski, naszych nowych przyjaciół. “Popatrzcie jak będzie fajnie, a potem Kanary, motory i diamenty, wystarczy tak niewiele, takie proste w obsłudze. Będziecie ich używać i tylko to jest potrzebne, bycie szczęśliwym i wiara, silna, we własne siły, bo choć to takie proste, to niektórzy nie mogą, nie utrzymują ciężaru uśmiechu, choć przecież niewiele waży i prawie nic nie kosztuje – tak należy mówić - dla każdego, lecz nie dla wszystkich - bo to prawda”.

I zniknął, roztopił się w plecach (na palcach). “Potem już nawet nie trzeba trzymać” - na odchodne - “O!” - powiedział - “O! Patrzcie!”.



Ilustracja - Sławek Gruca