Aztec Hotel
Michał Prochownik

Mogę pomyśleć– nigdy tego nie poczuję, choć wiem, że jest jak ból powoli ocierający się plecami o złożone w Was przyjemności (jak miny). Mogę otworzyć puste usta i nie wypuścić z nich żadnych owadów, zwłaszcza pszczół (żadnych rojeń), i nikomu nie będą potrzebne moskitiery wokół łóżek z baldachimami i kabrioletów. Możesz mi zajrzeć do środka, przyłożyć nagie oko, jakbym był bronią gładkolufową, która nie strzela sama raz w roku. Możesz mnie wdychać jak mgłę - do kawy.

Odrywam się od słońca, które jest środkiem pajęczej sieci, planszowej gry dla dzieci, ustawionej na środku kawiarnianego stolika jak grawitacja, jak słoneczny zegar, pokazujący dwa razy na dobę dobrą godzinę. Stanie nad głową w niewidzialny gdzie indziej sposób, okalanie dłonią aur i pór. I nawet serce mi szybciej nie zabije (nikogo nie ma). Klawisz z przekreślonym głośnikiem - cisza.

Pełznę po ścianie, meblach i twarzach. Rozpraszam się w lustrach, w ustach rozchylonych do makijażu i próbuję złapać tę odrobinę rwanego oddechu, gdzie tylko pojawi się okazja by na moment zginąć. W ustach, które sobie tylko wyobrażam, próbuję zrozumieć język, choć już nie są ustami, jakby nigdy nie były. Gesty zawieszone w powietrzu, opadające wolno białe płatki śniegu, które nigdy się na mnie nie roztopią i niczego we mnie nie zmienią, na łące pełnej kwiatów, ku prostej uciesze. Jest zresztą zbyt ciepło.

Moja operacja. W jej zakurzonych ramach przesuwam się niepostrzeżenie przez pełne ech pomieszczenia, w rytmie, w pulsie, w regularnych oddechach, pozostałych po wszystkich śniących dobre sny, o które łatwo w hotelu, pięknie przewidywalnym budynku, o prostych rytmach. Jestem nieruchomym sercem, z nogi na nogę sercem, z ręki do ręki i z ust do ust stygnę, jak wypuszczona na wolność kropla mleka. Zrozumieć za dużo i za mało przeżyć (mój zabieg).

W promieniach porannego słońca, naświetlam się ciepłym światłem. Utrwalam, wywołuję na nowo. W ciszy, bardzo starannej ciszy, rozchylam łagodnie wargi, próbuję poczuć smak chwili na końcu języka. Pszczoły giną po wewnętrznej stronie szyb, zderzając się ze słońcem.

Na łące pełnej kwiatów.



Ilustracja - Sławek Gruca