|
Cesarz Michał Prochownik Znaleźli mnie wtedy w ręce, z biszkoptem, w czekoladzie. I to nie może mi przejść, chociaż, chcąc zapomnieć, wybijałem to z głowy w trupa, to i tak na wspomnienie trę stopę, stopą o stopę (drobinki piasku) i wracam w to w pętli i na tym mam zafiksowane obie źrenice, nanizane na stalowe linki, nadchodzące spoza horyzontu, równolegle w tył głowy, zawiązane tam na kokardkę, infantylną kokardkę – mój wstyd.
Tną przy najmniejszym poruszeniu oka (odwróceniu wzroku) i pilnuję by zawsze były w centrum źrenicy (to jest moja misja). Moją misję dostałem w nanizanym oku, którym pamiętam [...] Augustynka w białym, jakże białym, kaftaniku z guziczkami na krótkich plecach. Tak go weń zapinały i chroniły dwie smukłe piękności z ćmami we włosach, z żywymi trupimi główkami we włosach ciemnych w granat. Augustynek nie mówił nic, dawał im się prowadzić i usadawiać i wydmuchiwać babie lato spomiędzy nieruchomych różowych paluszków, a nawet zdejmować, zdejmować aż do naga. W swoim świecie z zabawek nakręcanych na kluczyk pasywnie sobie istniał, chroniony, jakby miał cały wyginąć od podmuchu wiatru. W białym kaftaniku, obłaskawiał śmierć, z nieruchomą leguminą w ustach. – To legumina Augystynka, prawda? - i w ten sposób wszystko było jego, ogłoszone światu. A ja znalazłem się w oczach, ze stalową linką przez obie źrenice. Unieruchomiony cały światopogląd. Tak zostałem patrząc tylko w jedno miejsce na świecie, który (odtąd dotąd) jest moją pamięcią ustaloną. Moim państwem-miastem. To ciasteczko Augustynka tak mnie zaślepiło, podstawione, nie wzięte na domku z klocków. Nie widziałem, że widzą, ale mnie znalazły w ręce, z biszkoptem, w czekoladzie, którego nie włożyłem sobie nawet do ust, kiedy ona na ustach uciszyła mnie dłonią i mogłem tylko pomyśleć do niej, że przecież Augustynek nie przełknął jeszcze leguminy. Już wcale potem nie miałem życia. Starość przywiązana do wspomnienia dziecka mocną stalową linką, która potrafi wszystko przeciąć. Na to jestem skazany moimi oczami. Od patrzenia po linach w nieruchome punkty zostały mi na świecie tylko planety, których się domyślam, które sobie pustoszę w strachu by nie pojawił się tam Augustynek i owe dwie siostry trzymające kaftanik, na który, do światła, sfruwają wszystkie trupie główki. Całą noc, do białego światła. (- To motyle Augustynka, prawda?) Założą dom w jego oczach z dostępem do pożywienia i stanie się jak ja, potencjalnym ślepcem, jakby mną się stanie. A siostry wtedy jego włożą na mój tron (w kaftaniku), a mnie z rozciętym wzrokiem zniosą i złożą do snu, w kobietę, całkiem po cichu, w kobietę. Ilustracja - Sławek Gruca |