Unoszę się w niebycie – pomyślał S., kiedy samolot zaczął wzlatywać ku niebu. Spojrzał przez bulaj i, widząc szybko oddalającą się taflę lotniska, odetchnął z ulgą. Nie potrafił wykrzesać z siebie nawet odrobiny nostalgii. Dwadzieścia lat życia pozostawił za sobą z takim spokojem, jakby nic nie znaczyły. Ludzie, miejsca, przedmioty. Przekroczone granice, zdobyte szczyty i zaliczone upadki. Sukcesy i upokorzenia. Wszystko to zamknął w znoszonym harcerskim plecaku i wyrzucił do śmietnika pod blokiem, w którym mieszkał. Nie pofatygował się nawet, aby skreślić kilka słów dla tych, którzy zostali. Uznał, że w swoim życiu napisał zdecydowanie zbyt dużo. Pozostawił wiele śladów. Jeśli w przyszłości ktoś zechce zrekonstruować jego pogmatwany życiorys, będzie miał stanowczo za proste zadanie. Przynajmniej do dzisiejszego dnia.