Zwierzęta - ludzie - prawa - obowiązki
Zbigniew Wojciechowicz



Należy pytać nie o to, czy zwierzęta mogą rozumować
ani czy mogą mówić, ale czy mogą cierpieć?

Jeremy Bentham


Dziś, na przełomie wieków, na początku trzeciego tysiąclecia, niewielu cywilizowanych ludzi sądzi - a jeśli nawet tak jest, starają się nie głosić tego typu poglądów publicznie - iż zwierzęta nie posiadają żadnych praw, że swoboda postępowania człowieka względem nich jest wręcz nieograniczona, że każde ludzkie działanie jest usprawiedliwione, bez względu na to, jakie skutki przynosi ono zwierzęciu. Nikt już nie traktuje poważnie słów Kartezjusza: Zwierzęta nie tylko nie mają mniej rozumu niż ludzie: one są go całkowicie pozbawione.[1] Współczesne cywilizowane społeczeństwa w większości nie traktują już przedstawicieli fauny jako swojej własności, ale raczej jako podopiecznych i czują się niejednokrotnie w pewnym stopniu za nich odpowiedzialne. Trudno w tym momencie określić, w jakim stopniu jest to rzeczywista troska o braci mniejszych, a w jakim postępowanie zachowawcze, spowodowane poczuciem bycia wspólną częścią jednego ekosystemu i jednej piramidy pokarmowej oraz świadomością, iż jakiekolwiek zachwianie owej struktury doprowadzić może do zgubnych skutków również - a może przede wszystkim - tych, którzy znajdują się na jej szczycie - ludzi.

Pomijając wspomniane wyżej niezbyt niekiedy altruistyczne intencje, należy jednak zwrócić uwagę na pozytywny wydźwięk tego zjawiska, a mianowicie na zmianę na lepsze podejścia do zwierząt i respektowanie czy choćby przyjmowanie do wiadomości praw, które one posiadają. Dość dosadnie mówi o tym Maria Grodecka: Fakty akceptowane do tej pory powszechnie (…) zaczynają być dostrzegane w innych, nie tylko pragmatyczno-spożywczych kategoriach. (…) Wzbogacona sfera wyobraźni sprawia, że poczciwy "zjadacz kiełbasy", uznając do tej pory własny żywot za sielankowy i niewinny, zostaje nagle zaskoczony zmianą kwalifikacji spraw, w których uczestniczy -uświadamia sobie, że jest współsprawcą krwawej masakry i że tkwi w samym centrum kaźni. [2]

Kwestie sporne

Jakie praktyki związane z niehumanitarnym traktowaniem zwierząt wzbudzają we współczesnym człowieku największe oburzenie? Można podzielić je na kilka kategorii, nie kusząc się na razie o próbę oceny słuszności owego oburzenia.

hodowla i ubój zwierząt w celach spożywczych (…); - używanie zwierząt do eksperymentów medycznych (…); - używanie zwierząt do testowania kosmetyków (…); - hodowla i ubój zwierząt dla uzyskania futra (…); - sportowe polowanie na zwierzynę oraz hodowla i tresura zwierząt dla celów rozrywkowych. [3]

Postaram się w kilku zdaniach przybliżyć i rozwinąć przedstawione powyżej kwestie.

Sam chów i ubój zwierząt nie stanowi źródła tak wielkiego oburzenia, jak sposób ich przeprowadzania. Zwraca na to uwagę Tom Regan w jednej z ważniejszych prac [4], poświęconej temu właśnie tematowi: Trzyma się więc cielaka stale w zamknięciu, w przegrodzie wąskiej, aby nie mógł się nawet obrócić (zalecane rozmiary: 55 cm szerokości, 135 cm długości), często jeszcze związanego w celu ograniczenia ruchów (aby nie dopuścić do złykowacenia mięsa poprzez pracę mięśni - przyp. red.); jego krótkie życie schodzi mu na ogół w ciemności, na podłodze z desek. [5]

Inaczej przedstawia się kwestia przeprowadzania na zwierzętach doświadczeń medycznych. Przeciwnicy tego procederu zarzucają lekarzom nie tylko niewłaściwy (bolesny) sposób przeprowadzania eksperymentów, ale również to, iż niejednokrotnie cierpienie zwierząt jest niewspółmiernie duże do wagi otrzymywanych wyników. Najbardziej skrajni przeciwnicy wiwisekcji uważają, iż z większości badań na organizmach żywych nie uzyskuje się żadnych rezultatów, a przeprowadzane są one li tylko dlatego, iż stały się zawodową rutyną, etatowym obowiązkiem, czynnością powtarzaną codziennie przewidzianą ilość razy, częstokroć bez względu na jakiekolwiek potrzeby merytoryczne i poznawcze. [6]

Problem testowania kosmetyków na zwierzętach w ostatnich latach stracił swoją wagę z tego względu, iż pod wpływem opinii publicznej, większość producentów brak tego typu testów zaczęło traktować jako swój cel, by móc na swoim produkcie umieścić logo z napisem: Nie testowane na zwierzętach. Informacja taka podnosi rangę kosmetyku i poprawia wizerunek firmy. Zapewne są to jedyne powody zaprzestania tego typu eksperymentów, jednakże pomijając intencje - efekt jest zadowalający.

Również kwestia chowu w celu uzyskania futra powoli przestaje być tak drażniąca, dzięki kampaniom reklamowym, promującym jako modne już nie futro naturalne, lecz jego syntetyczny substytut-imitację. Popyt kształtuje podaż, w związku z czym radykalnie spadła produkcja wyrobów z naturalnego futra.

W odniesieniu do ostatniego punktu, cytowana już dwukrotnie Maria Grodecka, przytacza pogląd dr Simmony Kossak w kwestii sportowych polowań na zwierzynę. Tego typu myśliwych stawia ona poniżej kłusowników, którymi kieruje indywidualny pragmatyzm, natomiast myśliwi-sportowcy uczą czerpać z zabijania zwierząt przyjemności nie znane kłusownikom ani zwykłym, prostym myśliwym. [7]

Co na to wielcy?

Śledząc historię filozofii łatwo dostrzeżemy, iż myśliciele niezbyt przychylnie odnosili się do zwierząt i do ludzkich względem nich praw. Nie traktowali ich jako istot, którym takowe się należą; dostrzegali tylko obowiązki, które zwierzęta winny spełniać względem człowieka. Nie jest to chlubna karta w dziejach filozofii, zwłaszcza że zapisali ją najwięksi myśliciele.

Już Arystoteles twierdził, iż zwierzęta, jako istoty bezrozumne, powinny być całkowicie podporządkowane ludziom. Człowiek natomiast, jako istota obdarzona rozumem, winna z niego korzystać i rozwijać się - jest to największy i jedyny właściwie cel człowieka. Pisał: Rośliny istnieją dla zwierząt, zwierzęta zaś dla człowieka, a mianowicie oswojone ze względu na usługi i pożywienie, spośród dzikich zaś, (...) ze względu na pożywienie i pewną pomoc, by można z nich mieć i odzież, i inne użyteczne rzeczy. Jeśli więc natura nic nie stwarza bezcelowo i bezużytecznie, to musiała wszystko to stworzyć dla ludzi. [8] Bardzo zgrabne rozumowanie, jednakże oparte na apriorycznym założeniu, iż jedynym celem natury jest człowiek, a w związku z tym wszystko, co natura daje, siłą rzeczy musi być stworzone właśnie dla niego.

Pogląd ten potwierdziła również Biblia w Księdze Rodzaju: Niech panuje (człowiek) nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi.(Rdz 1, 1-2) Jednakże mówi ona wyraźnie o panowaniu; nie twierdzi więc, iż człowiek ma prawo do wszelkich, względem zwierząt, czynów; nie twierdzi, iż postępowanie człowieka względem fauny jest ponad moralnością. Niestety, interpretacja, że rodzaj ludzki, jako wybrany przez Boga do panowania na ziemi, ma niezbywalne i niczym nieograniczone prawa względem zwierząt, została utwierdzona przez myślicieli, twórców doktryny chrześcijańskiej. Przykładem takiej postawy niech będzie chociażby Tomasz z Akwinu, który pisał w swojej Summa theologiae: Nieważne jest, jak człowiek postępuje ze zwierzętami, albowiem Bóg wszystkie rzeczy ziemskie podał władaniu człowieka, Apostoł przeto powiada, że Bóg nie troszczy się o woły, nie pyta bowiem człowieka, co czyni on z wołami i innymi zwierzętami. [9] Właściwie rozumowanie to nie różni się niczym od poglądów Arystotelesa, z tym że w miejsce Arystotelesowskiej natury Tomasz z Akwinu wprowadza pojęcie Boga.

Podobne stanowisko zajął prawie tysiąc lat wcześniej Święty Augustyn, który, wychodząc z założenia, że zwierzęta nie posiadają rozumu, stwierdził, iż nie znajdują się z człowiekiem na jednym poziomie moralnym. [10]

W odbieraniu zwierzętom praw najdalej bodaj poszedł, wspomniany już przeze mnie, Kartezjusz. Twierdził on bowiem, nie tylko, iż zwierzęta nie posiadają zupełnie rozumu, ale ponadto, iż obce jest im… odczuwanie bólu, głosił, iż tego typu doznania przynależne są tylko (!) człowiekowi. Ludzie, przyjmując to stwierdzenie za prawdziwe, mają więc prawo robić ze zwierzętami właściwie wszystko, nie odczuwając przy tym najmniejszego wahania, czy takie postępowanie jest etyczne. Błędność tego typu twierdzeń nie podlega dziś oczywiście dyskusji.

Wspomniane wyżej podejście nieobce było również największemu bodaj filozofowi moralności Immanuelowi Kantowi. Kant jednakże za element pozwalający ludziom na dowolne traktowanie zwierząt przyjął fakt, iż te ostatnie pozbawione są samoświadomości. Po połączeniu tej myśli z Kantowskimi imperatywami, mówiącymi o nadrzędnej pozycji człowieka w hierarchii celów, nieuchronnie musiał dojść do następującej konkluzji: jeśli chodzi o zwierzęta, nie mamy wobec nich żadnych powinności, jako pozbawione bowiem samoświadomości są tylko środkami do celu. Celem zaś jest człowiek. [11]

Myśliciele czasów nam współczesnych również niejednokrotnie niezbyt przychylnie wypowiadali się na temat moralnych powinności człowieka względem zwierząt. Michael Fox w 1986(!) roku twierdził, że nasze podejście do zwierząt nie może być pojmowane w kategoriach moralnych, gdyż zwierzęta nie posługują się tak wyszukanymi jak u nas językami, nie planują swoich działań, nie znają poczucia odpowiedzialności i samokrytycyzmu. [12] Wniosek mógł być tylko jeden: zwierzętom nie przysługują żadne prawa.

Pitagoras, Budda, Święty Franciszek z Asyżu, Plutarch, Porfiriusz, Montaigne, Voltaire, Bentham, Mill, Schopenhauer, Gompertz, Salt. Lista jest na szczęście długa; to ci z filozofów, którzy uważali, iż jest naturalnym, że zwierzęta posiadają swoje prawa i człowiek zobowiązany jest je przestrzegać.

Źródła takiego poglądu znaleźć można między innymi w Biblii, a więc tam gdzie Święty Augustyn i Tomasz z Akwinu odnaleźli potwierdzenie swych zupełnie odmiennych tez. Biblia opowiada bowiem historię o zwierzętach, przyprowadzonych przez Boga Adamowi, aby ten nadał im imiona (Rdz.2, 15,19). Tutaj wyraźnie już widać, iż owo panowanie nad fauną miało być jednocześnie opieką. Człowiek-władca winien być również człowiekiem-opiekunem właśnie ze względu na owo niższe usytuowanie zwierząt w hierarchii ziemskich bytów.

Takie pojmowanie stosunków człowiek-zwierzę przyjął w bardzo wyraźny sposób Święty Franciszek z Asyżu. Ten wiecznie pogodny filozof starał się ukazać światu, iż przyrodzie - a w tym również, a może przede wszystkim, i zwierzętom - należy się, jako że jest ona wytworem i darem Boga, szacunek i poważanie. Święty Franciszek stawiał przyrodę ożywioną praktycznie na jednym poziomie z ludźmi - tak jak i ludzi bowiem stworzył ją Bóg. Miał jednakże tę świadomość, że człowiek przewyższa zwierzęta pod wieloma względami i właśnie z tego względu powinien on troszczyć się o nie, jak o swoich braci mniejszych, gdyż takiej opieki one właśnie potrzebują.

Pitagorejczycy natomiast nakładali na człowieka obowiązek humanitarnego, ludzkiego traktowania zwierząt z innych powodów. Zwrot ludzkie traktowanie jest w ich przypadku sformułowaniem najbardziej trafnym, gdyż - przyjmując fakt metempsychozy - widząc zwierzę, mieli oni tę świadomość, że wewnątrz może znajdować się dusza człowieka. Odbierając w związku z tym wszelkie moralne prawa zwierzętom - odbieraliby je równocześnie ludziom, dla których zwierzęca forma jest formą przejściową. Diogenes Laertios w swoich "Żywotach i poglądach sławnych filozofów" pisał, iż rzekomo Pitagoras widząc człowieka bijącego psa, rzekł: Przestań go bić! Przyjaciela duszę rozpoznałem w jego skowycie! [13]

Również wspomniani wcześniej Kant i Tomasz z Akwinu stawali mimo wszystko w obronie zwierząt. Twierdzili, iż nie należy pastwić się nad zwierzętami, jednakże pobudką, jaka ich skłoniła do owego twierdzenia nie była troska o męczone zwierzęta, ale bardziej o to, iż ludzie, traktujący w ten sposób zwierzęta, nabywają pewnego nawyku, który z czasem skłania ich do podobnego traktowania ludzi. [14] Jest to więc bardziej troska o morale ludzi, niż o dobro zwierząt.

Kto ma rację?

Należałoby w tym momencie przyjrzeć się niektórym argumentom - mającym na celu udowodnienie twierdzenia, iż zwierzętom nie przysługują żadne prawa - wysuwanym przez niektórych filozofów, biorących udział w tej dyskusji.

Najczęściej wysuwanym argumentem, a jednocześnie najbardziej ogólnym jest stwierdzenie, że zwierzęta nie należą do "moralnej wspólnoty", a co za tym idzie - nie mogą tyczyć ich żadne pojęcia moralne. Teza ta wymaga jednak pewnego uściślenia: z jakich powodów zwierzęta znajdują się poza ową wspólnotą?

Głównym argumentem jest to, iż zwierzęta nie są "zdolne do działań moralnych", a ponieważ nie mogą mieć obowiązków i ponosić odpowiedzialności, nie mogą być pełnoprawnymi członkami naszej społeczności moralnej i przeto brak im odpowiedniej "pozycji" moralnej, aby posiadać prawa. [15]

Kontrargument wydaje się oczywisty: powyższą tezę należałoby zastosować w równym, co do zwierząt, stopniu do niemowląt, osób ciężko upośledzonych umysłowo czy ludzi w śpiączce, o których możemy orzec, że są poza społecznością moralną, normy moralne nie dotyczą ich; nie sposób przecież oskarżać niemowlę o czyny niemoralne. Jednakże w przypadkach tychże ludzi nie próbujemy wysuwać tez, iż nie posiadają oni w związku ze swoją pozycją żadnych praw. Wręcz przeciwnie: prawo zarówno moralne, jak i konstytucyjne chroni ich w jednakowym stopniu, jak i każdego z nas.

Argumentem o podobnym wydźwięku jest, wspomniana już teza o nieposiadaniu przez zwierzęta samoświadomości. Nie trudno zauważyć, że i ona nie jest w stanie oprzeć się powyższemu argumentowi, gdyż należy przypuszczać, iż samoświadomość noworodka nie przewyższa samoświadomości zwierzęcia, jest wręcz od niej niższa: dorosły koń lub pies jest bez porównania rozumniejszym i zdolniejszym do porozumiewania się zwierzęciem od dziecka mającego dzień czy tydzień, czy nawet miesiąc życia. [16]

Zwierzęta nie są osobami. Z tak postawioną tezą należy się zgodzić bezwarunkowo, jednakże nie są również rzeczami, co - gdybyśmy przyjęli, że są - mogłoby je dyskwalifikować w ubieganiu się o swoje prawa. Joel Feinberg zwrócił uwagę na ciekawy wydźwięk tego stwierdzenia. [17] Twierdzi on bowiem, że oczywistym nonsensem jest dzielenie świata na osoby i rzeczy; musi znajdować się coś pomiędzy jednym, a drugim, a w czym mieściłyby się między innymi zwierzęta. Przyjmując, że zwierzęta są rzeczami, oczywistym się staje, iż ludzie, będący właścicielami owych rzeczy, traktować je będą jako swoją własność, nie troszcząc się o ich prawa.

Niezbyt dobrym jest również według Feinberga potraktowanie zwierząt jako osób. Na pierwszy rzut oka wydaje się, iż takie traktowanie przyniosłoby faunie korzyści. Jednakże sposób pojmowania świata przez zwierzęta radykalnie różni się od percepcji człowieka, w związku z tym nie możemy wymagać od zwierząt tego, co jesteśmy w stanie wyegzekwować od ludzi. W momencie, gdybyśmy potraktowali zwierzęta jak osoby, musielibyśmy zastosować względem nich te same normy, które stosujemy w odniesieniu do ludzi. Zwierzę nie potrafi zawierać umów ani dotrzymywać słowa, obce są mu wszelkie normy moralne, przynależne człowiekowi; nie sposób więc wymagać, aby zwierzęta ponosiły konsekwencje czynów tego typu, jak choćby niedotrzymanie obietnicy.

Autor przywołuje myśli Westermarcka [18], który cofa się do czasów prehistorycznych i zwraca uwagę na fakty wybijania przez ówczesnych ludzi całych stad na przykład wilków, w obawie przed ich zemstą, co spowodowane było właśnie potraktowaniem ich jak równorzędnych partnerów - osób, obdarzonych takim samym postrzeganiem i pojmowaniem rzeczywistości. Feinberg podsumowuje swój wywód błyskotliwą i zaskakującą refleksją: traktując zwierzęta jako zwykłe rzeczy moglibyśmy w końcu traktować je o wiele lepiej niż wówczas, gdybyśmy traktowali je jako osoby, którymi wcale nie są. [19]

Kolejnym argumentem jest argument wysuwany przez myślicieli Kościoła, który brzmiał: zwierzętom nie przysługują prawa, gdyż zwierzęta nie posiadają duszy. Teologia i doktryna chrześcijańska nie pozostawia rzeczywiście wątpliwości, co do nieistnienia duszy u zwierząt. Czy jednakże jest to fakt przesądzający o tym, iż człowiek może ze zwierzęciem robić praktycznie wszystko?

Prawo do czego?

Logicznym i jasnym wydaje się we współczesnym świecie, że zwierzęta posiadają jednak jakieś prawa, a co za tym idzie - ludzie posiadają względem nich i pewne obowiązki. Najwyższy czas, aby zastanowić się i wskazać na kilka z tych najważniejszych praw. Omówię dwa najważniejsze, najbardziej znaczące i szeroko dyskutowane kwestie:
- prawo do życia;
- prawo do unikania cierpienia.

Czy zwierzęta posiadają niezbywalne i naturalne prawo do życia? Wbrew pozorom nie jest łatwo odpowiedzieć na tak postawione pytanie.

Sam sposób ich istnienia w środowisku przeczy takiemu stwierdzeniu. Zwierzęta bowiem w swoim naturalnym otoczeniu narażone są na śmierć w każdej chwili i jest to zjawisko utrzymujące przyrodę jako całość w równowadze i harmonii.

Gdyby człowiek, kierujący się pobudkami, mającymi na celu dobro zwierząt, zdołał stworzyć warunki, w których zwierzęce prawo do życia byłoby na tyle respektowane, iż nie dochodziłoby w przyrodzie do odbierania życia innym osobnikom - doprowadziłoby to oczywiście do potwornej katastrofy, tak dla samych zwierząt, jak i całego świata. [20] Zabijanie i utrata życia przez zwierzęta jest niejako wpisane w ich istnienie i stanowi paradoksalnie niezbędny tegoż istnienia warunek.

Omawiane tutaj prawo należałoby sformułować w inny sposób. Nie powinniśmy, jak wynika z powyższych rozważań, mówić o prawie do życia, ale o prawie do poszanowania życia.

Wbrew pozorom są to dwie różne rzeczy. Prawo do życia mówi o niezbywalnym, nienaruszalnym prawie do zachowania swojego istnienia bez względu na warunki i sytuacje, co okazało się dość kłopotliwe. Prawo do poszanowania życia natomiast gwarantuje, że życie owo nie będzie lub raczej nie powinno być odbierane bezmyślnie i bez wyraźnego i ważnego powodu. Rozstrzygnięcie, czy dany powód można uznać za wystarczająco ważny, stanowi duży problem i mogłoby stać się to tematem osobnej rozprawy.

Należałoby się jednak mimo wszystko zastanowić chociażby nad tym, które życie - gdyby przyszło w ekstremalnej sytuacji dokonać wyboru - zwierzęce czy ludzkie jest ważniejsze i cenniejsze?

Oczywistą zdaje się odpowiedź: ludzkie. Rozpatrując jednak powyższą kwestię w oderwaniu od ludzkiego kontekstu, pomijając fakt, iż jesteśmy ludźmi - odpowiedź nie jest już tak oczywista. Czy można orzec, że ludzkie życie dla człowieka ma większą wartość niż zwierzęce dla zwierzęcia? Feinberg wysnuwa w związku z tym wniosek: Jeżeli życie człowieka jest dobrem bezwzględnie zasługującym przez wzgląd na nie samo, na ochronę, to każde życie jest w takiej samej mierze dobrem bezwzględnie zasługującym na ochronę przez wzgląd na nie samo. [21]

Jednakże jest jeszcze jeden argument, który przemawia za tym, iż jednak życie ludzkie, posiada większą wartość. Człowiek jest w większym stopniu świadomy swojego istnienia, a co za tym idzie i swojej śmierci. W związku z tym człowiek, mający świadomość, tego co traci, jest bardziej skłonny cierpieć z powodu śmierci. [22]

Drugim prawem, które chciałbym tu omówić jest prawo do unikania cierpienia. Również i tu należałoby rozbudować powyższe stwierdzenie, zamieniając je na prawo do unikania niepotrzebnego cierpienia.

Można by - zarówno w odniesieniu do zwierząt, jak i ludzi - wskazać wiele sytuacji, w których cierpienie jest moralnie uzasadnione i prowadzi do pozytywnych skutków. Samo w sobie cierpienie czy ból nie są więc ani dobre, ani złe. Wartościowanie możliwe jest dopiero po umieszczeniu ich w pewnych konkretnych kontekstach i sytuacjach.

Trudno przecież stwierdzić, iż złem jest ból zadawany przez weterynarza, usuwającego cierń z ciała zwierzęcia czy dającego zastrzyk ze szczepionką. Cierpienie, zadawane w tym momencie zwierzęciu, nie jest na pewno cierpieniem niepotrzebnym i nieuzasadnionym.

Sprawa zaczyna się komplikować, kiedy dotykamy kwestii wiwisekcji. Do jakiego momentu cierpienie owo jest uzasadnione i gdzie leży granica, po przekroczeniu której staje się tylko bezsensownym maltretowaniem zwierzęcia?

Podchodząc do kwestii z punktu widzenia owego zwierzęcia, oczywistym jest, że każde badanie jest złem, gdyż uderza bezpośrednio w nie, nie przynosząc mu jednocześnie żadnych pozytywnych skutków. [23]

Rozgraniczenie można wprowadzić dopiero wtedy, gdy spojrzymy na to z punktu widzenia ludzi. Przyjmując wcześniejsze założenie, iż życie ludzkie jest dla człowieka cenniejszym, niż zwierzęce dla zwierzęcia, można by uzasadnić i usprawiedliwić pewne zabiegi. Mam tu na myśli badania, które w znaczącym stopniu dopomogą w ratowaniu życia ludzkiego. Nie można natomiast usprawiedliwiać eksperymentów, o których już wspomniałem wcześniej, polegających na testowaniu kosmetyków.

Jednakże pomiędzy jednym a drugim biegunem znajdują się tego typu doświadczenia, które z jednej strony nie są tak trywialne, jak owo testowanie; z drugiej jednak nie przyczyniają się do ratowania życia. W grupie tej znalazłyby się badania, których wynikiem byłoby znaczące posunięcie nauki, techniki, a co za tym idzie i rozwoju cywilizacyjnego naprzód. Kiedy jednakże można mówić o znaczącym posunięciu? Rozstrzygnięcie owo jest bodajże najtrudniejszym problemem.

Pomijając jednak te wszystkie rozważania o celowości bądź bezcelowości wiwisekcji, należałoby jasno stwierdzić, iż nawet w przypadkach dobrze uzasadnionych eksperymentów należałoby dążyć do ograniczenia - na ile jest to możliwe i na ile nie przeczy to istocie samego eksperymentu - cierpienia, które zadawane jest podczas badania zwierzęciu.

Czy świat już dojrzał?

Aby zamknąć moje wywody swego rodzaju klamrą, pozwolę sobie ustosunkować się w tym ostatnim rozdziale do zdania, które napisałem we wstępie: Dziś, na przełomie wieków, niewielu cywilizowanych ludzi sądzi, (…) iż zwierzęta nie posiadają żadnych praw. Poparcie tej kwestii można znaleźć w prasie, w literaturze, w mediach i - co najważniejsze i najznamienitsze - w kodeksach prawnych.

Jak to się stało, czym zostało spowodowane, iż współcześni ludzie zupełnie inaczej traktują zwierzęta, niż miało to miejsce przed wiekami? Jakie czynniki wpłynęły na wytworzenie się takich właśnie poglądów? Wymieniłbym w tym miejscu dwa, najważniejsze według mnie, które określiłbym jako:
- religijne;
- ekologiczne.

Czynnik religijny wiąże się przede wszystkim z religiami Dalekiego Wschodu, których wyznawcy wierzą w wędrówkę dusz. Wniosek jest oczywisty: nie wolno znęcać się nad zwierzętami, zadawać im bólu czy wręcz zabijać, gdyż tak naprawdę są to ludzkie dusze w swoich kolejnych wcieleniach. Zabijając zwierzę - zabija się siłą rzeczy istotę ludzką; pastwiąc się nad zwierzęciem - tak naprawdę zadaję ból człowiekowi. Jak echo powrócił głos Pitagorasa: Przestań go bić! Przyjaciela duszę rozpoznałem w jego skowycie! [24] W Bhagavad-gicie czytamy: Zabójcy zwierząt nie wiedzą, że w przyszłości zwierzęta te będą miały ciała odpowiednie do tego, aby zabić ich. [25]

Ponadto religie Wschodu traktują wszystkie stworzenia żywe jako równe sobie. W innym miejscu Bhagavad-gity (5.18) czytamy: Pokorny mędrzec, dzięki cnocie prawdziwej wiedzy, jednakowo widzi uczonego i łagodnego bramina, krowę, słonia, psa i zjadacza psów (pariasa)". [26]

Przy obecnym wzroście, a właściwie wręcz rozkwicie zainteresowania kulturą Dalekiego Wschodu, jego religią, obyczajami; przy obecnej fascynacji filozofią New Age, która w ścisły sposób wiąże się z tamtym regionem geograficzno-kulturowym, nie wydaje się dziwnym fakt, iż tego typu poglądy są bliskie Europejczykom czy Amerykanom. Moda owa wywołana jest prawdopodobnie stopniowo narastającym przesytem zachodnią kulturą materii. Społeczeństwo Zachodu zmęczone i znudzone pogonią za dobrami materialnymi, odwraca powoli twarz w kierunku ducha.

Amerykańska czy europejska wersja religii i kultury Dalekiego Wschodu nie jest oczywiście tym, co moglibyśmy spotkać w Tybecie; jest to raczej swoista mieszanka, składająca się z wybranych elementów, które najbardziej odpowiadały człowiekowi spoza Azji.

Oczywistym tego następstwem jest niewątpliwie wzrost liczby publikacji (więc, jak można się spodziewać również osób tym zainteresowanych), poświęconych kuchni wegetariańskiej czy wręcz wegańskiej, których myślą przewodnią - prócz tych związanych ze zdrowym żywieniem - jest hasło: Zwierzęta są moimi przyjaciółmi, a ja nie jadam przyjaciół. Wegetarianie uzasadniają: Kiedy tracimy szacunek dla życia zwierząt, to tracimy go także dla życia ludzkiego. [27]

Drugi czynnik, na który zwróciłem uwagę, to czynnik ekologiczny. Współczesny człowiek coraz bardziej staje się świadomy postępującej degradacji środowiska naturalnego i wynikających z tego zagrożeń dla świata, a w konsekwencji dla niego samego. Dostrzega zależności pomiędzy człowiekiem, a naturą. Widzi, iż jest częścią jednej wielkiej całości, w której każdy, nawet najmniejszy element ma swoje miejsce i znaczenie. Uświadomił sobie, iż nie może bezkarnie ingerować chociażby w liczebność zwierząt; zrozumiał, iż nie jest ich właścicielem, ale opiekunem. Pojął, że zwierzęta są słabsze, więc należy im się opieka. W motywach takiego postępowania tkwi jeszcze jednak mimo wszystko bardziej chęć ocalenia samego siebie niż autentyczna troska o zwierzęta. Również w kodeksie karnym znajdziemy tego typu zapisy:
Rozdział XXII Przestępstwa przeciwko środowisku
Art. 181. § 1. Kto powoduje zniszczenie w świecie roślinnym lub zwierzęcym w znacznych rozmiarach, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 2. Kto, wbrew przepisom obowiązującym na terenie objętym ochroną, niszczy albo uszkadza rośliny lub zwierzęta powodując istotną szkodę, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
§ 3. Karze określonej w § 2 podlega także ten, kto niezależnie od miejsca czynu niszczy albo uszkadza rośliny lub zwierzęta pozostające pod ochroną gatunkową powodując istotną szkodę. [28]


Poza tymi dwoma, wspomnianymi i omówionymi wyżej, czynnikami, wymienić można jeszcze jeden, który stoi niejako ponad nimi, który zawiera w sobie czynnik religijny i ekologiczny, te z kolei są jego swego rodzaju uszczegółowieniem. Czynnik ów można by nazwać czynnikiem kulturowym czy raczej filozoficznym, gdyż mamy tu do czynienia z filozofią życia i śmierci, filozofią cierpienia.

Współczesny cywilizowany człowiek w inny już sposób pojmuje życie, śmierć i cierpienie. Nabrały one dla niego innych wartości: życie stało się cenniejsze, śmierć - będąca przerwaniem owego życia - okrutniejsza, cierpienie zaś przynależne w jednakim stopniu wszystkim wręcz organizmom.

Widoczna jest we współczesnym świecie zwłaszcza ucieczka przed tym ostatnim - cierpieniem w każdym, najmniejszym nawet jego przejawie. Uciekamy w środki chemiczne przed bólem zęba, bólem głowy. Ból stał się jednoznacznie pojmowany jako zło, którego za wszelką cenę należy uniknąć; niejednokrotnie niestety nawet za cenę życia, czego przykładem może być narastająca dyskusja wokół eutanazji.

Z drugiej strony jednak nie twierdzimy już, że cierpienie odczuwamy tylko my; nie bierzemy już dosłownie twierdzeń, iż nie można udowodnić, że inny człowiek (czy zwierzę) cierpi tak samo jak ja: Nie ma doskonałego dowodu, że inni ludzie cierpią dokładnie w ten sam sposób, co ja. Nigdy nie mogę być pewien, że ty doświadczasz tych samych cierpień w czasie borowania zęba przez dentystę, co ja. Doświadczając bólu zachowujesz się podobnie jak ja, wierzę więc i zakładam, że cierpisz tak samo jak ja. [29] Owa wiara spowodowała, iż niepotrzebne cierpienie ludzkie jak i zwierzęce budzi w nas negatywne uczucia. Jeśli sprzeciwiamy się mu - dobrze, gorzej, gdy odwracamy od niego twarz, by nie widzieć, a przez to usprawiedliwić swoją bierność.

Równie wielki i znaczący we współczesnym świecie jest lęk przed śmiercią. W hierarchii ludzkich wartości życie zajmuje szczytową wręcz pozycję. O śmierci się nie mówi, natomiast śmierć pokazywana w mediach jest groteskowo-komiksowa, nieprawdziwa. Człowiek szuka dla siebie ratunku za wszelką cenę, za cenę wymiany narządów, za cenę wręcz ich hodowania i produkcji, by odsunąć wizję śmierci o kolejnych kilka lat. Doceniamy jednak w związku z tym życie innych. Taką mam przynajmniej nadzieję.

Podsumowując wszystko należałoby wyciągnąć jeden ważny wniosek. Zwierzęta rzeczywiście nie należą do owej wspólnoty moralnej, etyczne postępowanie jest im obce i nie należy się temu dziwić, oraz przede wszystkim nie należy takiego postępowania od nich wymagać. Jednakże nie jest to powodem, dla którego człowiek mógłby sobie pozwolić na nieetyczne zachowanie względem zwierząt. Ludzie, w przeciwieństwie do zwierząt, należą do moralnej wspólnoty, dotyczą ich moralne prawa, więc w taki właśnie sposób powinni się zachowywać względem tych, którzy nie mogą, z przyczyn od siebie zupełnie niezależnych, odpłacić im tym samym.

Nadejdzie czas, kiedy ludzkość weźmie pod swą opiekę wszystko, co oddycha… [30]



Przypisy:
[1] René Descartes, Rozprawa o metodzie, V; List do Morusa z 5 lutego 1649, cyt. za: Julia Dider, Słownik filozofii, Katowice 1998, s.435
[2] Maria Grodecka, Zmierzch świadomości łowcy - wszystko o wegetarianizmie, Katowice 1991, s.295
[3] Peter Vardy, Paul Grosch, Etyka, Poznań 1995, s.192-3
[4] Tom Regan, Prawa i krzywda zwierząt, "Etyka" nr 18, Warszawa 1980
[5] ibidem, s.90
[6] Maria Grodecka, op.cit., s.293
[7] ibidem, s.299
[8] Arystoteles, Polityka, Warszawa 1964, s.20-21
[9] cyt. za: Peter Vardy, op. cit., s.194
[10] Peter Vardy, op. cit., s.194
[11] cyt. za: Peter Vardy, op. cit., s.195
[12] Peter Vardy, op. cit., s.195
[13] cyt. za: Peter Vardy, op. cit., s.195
[14] Tom Regan, op. cit., s. 94
[15] Joel Feinberg, Obowiązki człowieka i prawa zwierząt, "Etyka" nr 18, Warszawa 1980, s.15
[16] Jeremy Bentham, op.cit., s.420
[17] wspomina o tym Bentham w: Jeremy Bentham, op. cit., s. 18-19
[18] E.Westermarck, The origin and Development of the Moral Ideas, t. 1, London 1917
[19] Joel Feinberg, op. cit., s.19
[20] ibidem
[21] ibidem, s.33
[22] ibidem, s.34
[23] Richard D. Ryder, Szowinizm gatunkowy, czyli etyka wiwisekcji, "Etyka", op. cit.
[24] cyt. za: Peter Vardy, op. cit., s.195
[25] źródło: Internet
[26] Adiraja dasa, Kuchnia Kryszny, The Bhaktivedanta Book Trust 1993, s.28
[27] Adiraja dasa, op.cit., s.26
[28] źródło: Prawo na CD, Cartall 2000
[29] Richard D. Ryder, op. cit., s.40
[30] Jeremy Bentham, Principles of Penal Law, cyt. za: Richard D. Ryder, op. cit., s.39