Manekin w roli głównej, czyli "Teatr śmierci" Tadeusza Kantora w kontekście "Umarłej klasy"
Sebastian Chosiński

Krytycy opisujący twórczość Tadeusza Kantora są zgodni w jego ocenie - nazywają go "najbardziej światowym z polskich artystów i najbardziej polskim z artystów światowych"; nieodosobnione są także opinie uznające go za jednego z "najwybitniejszych twórców europejskich dwudziestego stulecia". Na pewno zaliczał się do grona wyjątkowych awangardystów - zarówno w malarstwie, jak i teatrze.
Na świat przyszedł 6 kwietnia 1915 roku w Wielopolu Skrzyńskim, dzisiaj znajdującym się w województwie podkarpackim. Kiedy miał 9 lat rodzina przeniosła się do Tarnowa - tam też Tadeusz ukończył szkołę powszechną oraz gimnazjum (maturę zdał w 1933 roku). Rok później podjął studia w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, które ukończył tuż przed wybuchem II wojny światowej (1939). Interesowało go jednak nie tylko malarstwo. Jeszcze jako student ASP zainteresował się teatrem. Swój pierwszy teatr powołał do życia w 1937 roku i był to teatr… marionetkowy. Wraz z kolegami ze studiów wystawił tylko jedną sztukę - "Śmierć Tintagilesa" Maurycego Maeterlincka.
Lata okupacji spędził w Krakowie, biorąc aktywny udział w konspiracyjnym życiu kulturalnym miasta: organizował wystawy młodych plastyków, założył również podziemny Teatr Niezależny, który w mieszkaniu przy ul. Szewskiej wystawił dwa spektakle. Były to "Balladyna" Juliusza Słowackiego (1943) oraz "Powrót Odysa" Stanisława Wyspiańskiego (1944).
Po wojnie związał się jako wykładowca z krakowską ASP; często wyjeżdżał do Paryża; nie zapomniał także o swoich teatralnych zainteresowaniach - współpracował z wieloma teatrami (zawodowymi i amatorskimi) jako scenograf, scenarzysta i reżyser. Na początku lat 60. wyjeżdża z kraju na dłużej - wykłada praktycznie w całej Europie Zachodniej. W międzyczasie powołał także do życia swoje najukochańsze "dziecko" - teatr CRICOT 2, początkowo działający w Domu Plastyków, a później w niezwykle klimatycznym miejscu, jakim były piwnice Galerii Krzysztofory. Pierwsze jego przedstawienia, choć prezentujące oryginalną wizję plastyczną Kantora, oparte były na tekstach obcych, przede wszystkim Stanisława Ignacego Witkiewicza (Witkacego). W latach 1955-1973 Kantor wystawił m.in.: "Mątwę" (1956), "W małym dworku" (1961), "Wariata i zakonnicę" (1963), "Kurkę wodną" (1967) oraz "Nadobnisie i koczkodany" (1973).
Dwa lata po ostatnim z wymienionych przedstawieniu swoją premierę miała pierwsza autorska sztuka Kantora - "Umarła klasa" (1975), która stała się legendą światowego teatru. Autor uznał ją za pierwszy manifest własnego Teatru Śmierci, który rozwijał w kolejnych legendarnych przedstawieniach: "Wielopole, Wielopole" (1980), "Niech sczezną artyści" (1985), "Nigdy tu już nie powrócę" (1988) oraz "Dziś są moje urodziny" (1991), którego premiery już nie doczekał.

Prezentacji "Umarłej klasy" towarzyszyło również upublicznienie Kantorowego "Manifestu Teatru Śmierci". W wydanej w 1975 roku broszurze artysta tak pisał o nowej formie teatralnej: "Nie sądzę, aby MANEKIN (lub FIGURA WOSKOWA) mógł zastąpić ŻYWEGO AKTORA (…). Byłoby to zbyt łatwe i naiwne. Staram się określić motywy i przeznaczenie tego niezwykłego tworu, który nagle pojawił się w moich myślach i ideach. Jego pojawienie zgadza się z moim przekonaniem coraz mocniejszym, że życie można wyrazić w sztuce jedynie przez brak życia, przez odwoływanie się do ŚMIERCI, przez POZORY, przez PUSTKĘ i brak PRZEKAZU. MANEKIN w moim teatrze ma stać się MODELEM, przez który przechodzi silne odczucie ŚMIERCI i kondycji UMARŁYCH. Modelem dla ŻYWEGO AKTORA".
W latach 1975-1992 "Umarłą klasę" zobaczyć mogli widzowie na całym świecie: w Europie, Ameryce Północnej i Południowej, Australii. Już w roku 1976, a więc zaledwie kilka miesięcy po premierze, dokonano pierwszej realizacji telewizyjnej tego przedstawienia; uczynił to Andrzej Wajda. W tym samym czasie głos w sprawie spektaklu zabrał słynny badacz twórczości Witkacego Konstanty Puzyna, który o sztuce Kantora napisał: "Jaki świat przywołuje właściwie Kantor? (...) Jest to świat naszej wspólnej młodości, nie pokoleniowo jednak pojętej, lecz socjokulturowo. Tam nasz początek: w aptece Wiśniewskiego i w Jamie Michalikowej, w Wyspiańskim i w żydowskich miasteczkach, w pierwszej wojnie światowej i wybuchu niepodległości, w latach dwudziestych i w "Tumorze Mózgowiczu", w awangardzie, w Brunonie Schulzu i w starym Cricocie na Łobzowskiej. Zaś koniec tego świata to okupacja: kołysanka żydowska nad pustą kołyską. Tak, bo druga wojna światowa zlikwidowała całą tę rzeczywistość, nie tylko społeczność żydowską małych miasteczek. Zatrzasnęła wieko trumny nad tamtym kręgiem kultury. Nie ma już doń powrotu". Kantor nie lubił jednak tego filmu; w pewnym momencie - ryzykując konflikt z Wajdą - zakazał nawet jego rozpowszechniania.

Po raz drugi telewizyjnej realizacji "Umarłej klasy" dokonali Francuzi w 1989 roku. I choć jest ona o kilkanaście minut dłuższa od pierwowzoru, choć dużo w niej powtórzeń, Kantorowi bardziej przypadła do gustu. Spektakl ten odczytywano na różne sposoby i zapewne na wiele jeszcze sposobów można go odczytać. Krzysztof Pleśniarowicz doszedł do wniosku, że to "odczytanie Schulza przez Gombrowicza". Głównym rekwizytem tej sztuki jest szkolna ławka - przedmiot, który umożliwił Kantorowi spotkanie przeszłości z teraźniejszością, spotkanie żyjących z tymi, którzy już odeszli. Tym samym "Umarła klasa" zamienia się w lekcję historii, ale nie tej mówiącej o ważnych procesach dziejowych, lecz umożliwiającej spotkanie widza z bohaterem czasu minionego - umarłym. Jest to próba rekonstrukcji wspomnienia i ocalenia pamięci. Wszystkie postaci biorą zaś udział w seansie, podczas którego mitologizują przeszłość. Seans ten z biegiem czasu stopniowo zmienia się z widowiska w rytuał oczyszczenia. Niektóre ze scen mogą przywieść Wam na myśl obrzęd dziadów przedstawiony w dramacie Adama Mickiewicza.
W "Umarłej klasie" Kantor rekonstruuje przede wszystkim urywki własnej biografii; toczy też jednak dyskurs z polską literaturą. I to dyskurs dosłowny, ponieważ uczestnikami swojego seansu czyni Witkacego, Brunona Schulza, Witolda Gombrowicza. W przedstawieniu można zresztą dopatrzyć się nawiązań do ich twórczości: "Tumora Mózgowicza" Witkacego, "Traktatu o manekinach" Schulza oraz "Ferdydurke" Gombrowicza. Jak napisał cytowany już Pleśniarowicz, "ta ucieczka w niedojrzałość, będąca jednocześnie próbą cofnięcia się do czasów młodości, jest w istocie próbą oddalenia śmierci". Czy udaną - ocenicie sami.

Tadeusz Kantor do ostatnich dni swojego życia był czynny zawodowo. Zmarł 8 grudnia 1990 roku, pochowano go sześć dni później na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Ostatnie przedstawienie teatru CRICOT 2 - "Dziś są moje urodziny" - które miało premierę w Nowy Rok 1991 roku, zespół dokończył już bez swego mentora.